niedziela, 24 lutego 2008

Gdzie się podziała sztuka?

Jedną z moich największych pasji jest Muzyka. Często zastanawia mnie, dlaczego to czego lubię słuchać ma przynajmniej 20 lat. Czyżby obecnie nie powstawały już dzieła warte słuchania? A może zagłuszane są przez rosnącą siłę znienawidzonej przeze mnie popkultury? Światem w coraz większym stopniu rządzą pieniądze, a wytwórnie muzyczne nie płacą, za dzieła sztuki tylko za to, na czym zarobią więcej pieniędzy. Koniec końca, ginie gdzieś wyraz artysty, a na pierwszy plan wychodzi zaspokajanie potrzeb tłumu.

A może wcale tak nie jest. Może zawsze występował motyw zaspokajania potrzeb ludzi, tylko gusta ludzkie uległy zmianie? A może zawsze obecna była popkultura, tylko w tym momencie nie jesteśmy w stanie przywołać żadnego przykładu? Wydaje mi się, że tutaj tkwi sedno sprawy. Utwory, których z rozmaitych powodów nie nazwiemy dziełami sztuki, mają szansę zaspokajać jedynie potrzeby osób żyjących w czasach współczesnych do ich powstania. Potrzeby ludzi się zmieniają, a utwory tracą aktualność. Jeśli jednak utwór jest wyrazem natchnienia artysty, przekazującym odpowiednią treść i ubranym w odpowiednią formę, ma szansę przetrwać wieki.

Może dlatego nie znamy twórców popkultury XIX wieku, takich jak Galtieri (znanego głównie z filmu Milosa Formana pt. Amadeusz)? Starał się on przecież tworzyć pod bieżące gusta dworu w Austrii. Współczesny jemu Mozart kpił z gustów ludzi. Zachwycał, wyznaczał nowe kierunki sztuki. I z identyfikacją jego utworów, niewielu ludzi ma dziś problemy.

Myślę, że podobnie jest dzisiaj. Wielkość wielu z obecnych twórców docenimy dopiero po latach, kiedy zginie pamięć o hitach popkultury, a pozostanie w pamięci kwintesencja sztuki naszych czasów.

8 komentarzy:

Dawid Zawadzki pisze...

Zgadzam się z Tobą w 100%. Ja również nienawidzę popkultury, mam dosyć tego, co dziś lansują masmedia. Przede wszystkim mam duże wątpliwości co do pasji. Tak jakoś nie widzę takowej w dziełach gigantów muzyki pop. To ma być rytm, to ma być chwytliwe, żeby ludzie przy tym skakali. Tymczasem dla mnie osobiście zawsze ważne było słowo. Ono przede wszystkim, a muzyka ma być warstwą dopełniającą. Słowo niesie przekaz, myśl, którą Artysta chce nam przekazać, dlatego mam słabość do nurtu Krainy Łagodności, omijanej przez media. I nie myślę tu o całości, ponieważ piosenka aktorska też nie jest dobra. Tam wszystko jest napompowane i sztuczne. Robione pod dyktando starszych wujów tej dziedziny. Żadna panna w czarnej sukni. Ja wolę kilku gości we flanelach z gitarami w zamszakach opowiadających poezją o swoich problemach, o tym czym żyją, jak żyją. I to ma być szczere i płynące z serca, a nie zależne od tego jak gruby będę miał z tego portfel.

Pozdrawiam!

Grzegorz Raźny pisze...

Ja się nie do końca zgadzam, że słowo jest najważniejsze. Jestem zakochany w Muzyce Klasycznej i Jazzie, gdzie poza operami, słowo właściwie nie występuje. Ja się zachwycam grą dźwięków. To jak fortepian potrafi przeplatać się z saksofonem lub trąbką. Jak dwie gitary potrafią wydawać z siebie niesamowite sekwencje dźwięków. Uważam właśnie, że słowa to jest dopełnienie, a najdoskonalszy instrument jaki istnieje, tj. ludzki głos, musi być wykorzystany perfekcyjnie. No ale tu już jest moja opinia.

Pozdrawiam.

Dawid Zawadzki pisze...

Oczywiście w takiej muzyce jak klasyka, jazz, które też uwielbiam słowa nie są raczej potrzebne. Tu zachwycamy się harmonią i wyobraźnią kompozytora. Chodziło mi raczej o te klimaty młode, studenckie, poezja śpiewana. Po prostu dziś młodzi nie śpiewają o swoich problemach. Dziś przychodzą starsi i dają im gotowe dramaty, a niestety młodzi artyści zachęceni pochwłami sztywniaków zagrają tak jak im narzucą. I podobnie jest też z muzyką pop. Tutaj menadżer decyduje, czy to się przyjmie. I to jest głupota.

Grzegorz Raźny pisze...

Głupota nie głupota. Jest to interes. Liczą się pieniądze, a nie wrażenia artystyczne. Poezję śpiewaną ja raczej traktuję w ogóle jako odrębną dziedzinę sztuki. Skądinąd również ją lubię. Tym niemniej nie nazwę tego muzyką. Moim zdaniem jest to gdzieś między muzyką, a poezją. Tudzież moim zdaniem bardzo trafnie zidentyfikowałeś podobieństwo między sytuacją młodego artysty, a wykonawcy pop.

Dawid Zawadzki pisze...

No właśnie. Jest to interes. Dziś niektózy są skłonni sprzedać sztukę, sprzedać nawet swoje życie, byleby mieli pieniądze. Trafnie to pokazuje film "Testosteron".

Rudolfinka pisze...

Ważna jest współpraca pomiędzy słowem a muzyką. Chociaz niektórych zachwyca muzyka klasyczna- przesłanie jedynie przez muzykę, a niektórych poezja śpiewana. Niektórych też zachwyca totalna popowa sieczka, typowa tzw. "biegunka umysłowa", która zawsze bedzie i była.Ludzie o mniejszych wymaganiach muzycznych muszą w końcu czegoś sluchac. Popkultura, kultura masowa istniała ale moze w innym natężeniu bo przeciez wcześniej nie było czegos takiego jak internet :)
A co do zwariowania. Kto z nas nie jest świrnięty? Przeciez normalność to pojęcie wzgledne także w sprawach czysto psychicznych :)

atrament pisze...

Podzielam zdanie rudolfinki na temat normalnosci.Ale to temat na osobna dyskusje...

Ucze sie w szkole muzycznej grac na fortepianie 12 rok, wiec jakies obycie z muzyka mam. Co do tego czy wazniejsze jest slowo czy melodia w muz klasycznej, biorac pod uwage formy wokalne i wokalno-instrumentalne, juz od renesansu byly spory. Niemniej jednak faktem jest, że w sredniowieczu (o starozytnosci nie mowie, bo na 100 procent niewiele wadomo) pzez pierwszych 5 wiekow isniala glownie muz. wokalna (instrumentalna lub wokalno instrumentalna pewnie tez byla, ale nie zapisana, bo muyka swiecka byla uwazana za "niegodna", by ja zapisywac). W pozniejszym okresie do glosu dochodzi tez muz instr. oraz muz swiecka. Potem nurty wokalny i instr. rozwijaja sie w miare rownolegle. Jednak na gruncie opery sa klotnie: wazniejszy tekst czy muzyka (melodyka oraz pokazanie wirtuozostwa spiewakow)?,muzyka ma zalezna od slow i podkreslac ich zanczenie, czy nie...?
Te pytania wiec nie sa wcale nowe.

Uwazam za sluszna zasade, ze o gustach sie nie dyskutuje, ale drazni mnie muzyka, jak ja to nazywam taka "rombanka", ktora raczej nie ma w sobie tresci i poza rytmem nie posiada wiecej elementow dziela muzycznego. Zastanawiam sie tez czy mozna takie cos wogole nazwac muzyka...? Nie lubie tez pioseneczek, w ktorych powtarzanych jest tylko kilka bezsensownych slow, badz utartych sloganow.

Ale takie rzeczy tez musza byc, musza istniec tak na zasadzie przeciwnosci, zeby docenic to co naprawde wartosciowe. Musi istniec, by kazdy znalazl cos dla siebie, zebysmy mogli dostrzec nasza roznosc...

Jednak z tej mieszanki przetwra pewnie to, co bedzie zaslugiwalo, zeby sluchaly tego nastepne pokolenia. Oby te przeboje byly naprawde zlote...

Muzyka jest czyms bardzo pieknym, szczegolnie, gdy odkrywa sie jej tajemnice od strony praktycznej:) Tylko szkoda, ze jest ona generalnie niedoceniana...
Ale mozemy to zmieniac :)

Chyba wystarczy juz mojego wywodu (przynudzania).

Pozdrawiam!

Grzegorz Raźny pisze...

Mogę się pod tym podpisać oboma rękami. Tak tylko chciałem sprostować, że nie uważam warstwy instrumentalnej, jako ważniejszej niż wokalnej. Wirtuozja wokalistów moim zdaniem jest bardzo ważna. O wiele ważniejsza niż tekst, jaki śpiewają.

Pozdrawiam