Jezus mówi do uczniów:
To zdanie jest chyba kwintesencją nauki Chrystusa. Miłować, implikuje przebaczać, więc chrześcijanin jest zobowiązany do przebaczania. W modlitwie "Ojcze Nasz", mówimy zresztą: "Jako i my odpuszczamy naszym winowajcom." Jest to chyba jedno z najtrudniejszych zadań stojących przed człowiekiem.
Dziś jednak chciałbym stanąć po drugiej stronie. Po stronie osoby, która wyrządziła komuś jakieś zło. Najczęściej w takiej sytuacji odzywa się sumienie. Idealnie by było posłuchać go oczywiście zanim źle postąpimy, ale niestety pokusa często bywa zbyt silna. Co wtedy? W jaki sposób zmazać tę plamę? Czy jest to możliwe?
I w tym miejscu, napotykam wielki problem. Dlaczego Katechizm każe człowiekowi spowiadać się przed kapłanem? Skąd kapłan ma prawo wybaczania grzechów, które nie są popełnione przeciwko niemu? Przecież najprostsze i najsprawiedliwsze jest zwrócenie się o przebaczenie do osoby pokrzywdzonej. W czyim imieniu kapłan wybacza człowiekowi? W imieniu Boga? Czy Bóg wybacza zło, którego nie wybacza pokrzywdzony? Możliwe, ale czy Bóg naprawdę daje kapłanowi prawo do robienia tego w Jego imieniu?
Jezus mówi:
Czy te słowa można interpretować, jako słowa do przyszłych kapłanów? A może Jezus mówi do wszystkich ludzi? Wydaje mi się, że Jezus (mocą Krzyża) daje każdemu człowiekowi nie tylko prawo ale i zadanie wybaczenia wyrządzonego mu zła. Trudne zadanie, ale tylko dzięki wypełnieniu go w przestrzeni własnej wolności, człowiek ma prawo prosić o przebaczenie Boga oraz innych ludzi.
Możliwe, że sam akt spowiedzi został wprowadzony, ze względu na rosnącą przypadkowość ludzi, którym wyrządzamy zło, a poprzez to trudność w zidentyfikowaniu ofiary. A może poprostu jest to pozostałość po Średniowieczu, w którym hierarchia kościelna nie mogła sobie wyobrazić duszpasterstwa, bez ciągłego kontrolowania wiernych. Może istnieje również inny powód, o którym nie mamy pojęcia. Jednak czy ten akt, nie spłyca jakże tajemniczego i mistycznego sakramentu pojednania? Pojednania, które odbudowuje więź międzyludzką, umożliwiającą wiernym tworzenie prawdziwego apostolskiego Kościoła?
"Przykazanie nowe daję Wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak, jak Ja Was umiłowałem."
To zdanie jest chyba kwintesencją nauki Chrystusa. Miłować, implikuje przebaczać, więc chrześcijanin jest zobowiązany do przebaczania. W modlitwie "Ojcze Nasz", mówimy zresztą: "Jako i my odpuszczamy naszym winowajcom." Jest to chyba jedno z najtrudniejszych zadań stojących przed człowiekiem.
Dziś jednak chciałbym stanąć po drugiej stronie. Po stronie osoby, która wyrządziła komuś jakieś zło. Najczęściej w takiej sytuacji odzywa się sumienie. Idealnie by było posłuchać go oczywiście zanim źle postąpimy, ale niestety pokusa często bywa zbyt silna. Co wtedy? W jaki sposób zmazać tę plamę? Czy jest to możliwe?
I w tym miejscu, napotykam wielki problem. Dlaczego Katechizm każe człowiekowi spowiadać się przed kapłanem? Skąd kapłan ma prawo wybaczania grzechów, które nie są popełnione przeciwko niemu? Przecież najprostsze i najsprawiedliwsze jest zwrócenie się o przebaczenie do osoby pokrzywdzonej. W czyim imieniu kapłan wybacza człowiekowi? W imieniu Boga? Czy Bóg wybacza zło, którego nie wybacza pokrzywdzony? Możliwe, ale czy Bóg naprawdę daje kapłanowi prawo do robienia tego w Jego imieniu?
Jezus mówi:
"Komu grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a komu zatrzymacie, są im zatrzymane."
Czy te słowa można interpretować, jako słowa do przyszłych kapłanów? A może Jezus mówi do wszystkich ludzi? Wydaje mi się, że Jezus (mocą Krzyża) daje każdemu człowiekowi nie tylko prawo ale i zadanie wybaczenia wyrządzonego mu zła. Trudne zadanie, ale tylko dzięki wypełnieniu go w przestrzeni własnej wolności, człowiek ma prawo prosić o przebaczenie Boga oraz innych ludzi.
Możliwe, że sam akt spowiedzi został wprowadzony, ze względu na rosnącą przypadkowość ludzi, którym wyrządzamy zło, a poprzez to trudność w zidentyfikowaniu ofiary. A może poprostu jest to pozostałość po Średniowieczu, w którym hierarchia kościelna nie mogła sobie wyobrazić duszpasterstwa, bez ciągłego kontrolowania wiernych. Może istnieje również inny powód, o którym nie mamy pojęcia. Jednak czy ten akt, nie spłyca jakże tajemniczego i mistycznego sakramentu pojednania? Pojednania, które odbudowuje więź międzyludzką, umożliwiającą wiernym tworzenie prawdziwego apostolskiego Kościoła?