czwartek, 2 kwietnia 2009

Czy tolerować nietolerancję?

Jedną z podstawowych wartości demokratycznego świata jest tolerancja. Tolerancja wobec innych poglądów, wyznań, płci, ras, narodów. O ile raczej nie ma sporu co do tego, że należy być tolerancyjnym, to trudnym problemem staje się sytuacja, w którejś ktoś manifestuje poglądy nietolerancyjne.

Czy należy takie poglądy tolerować? Przecież nietolerancja stoi w sprzeczności z tolerancją, a więc jest jej wrogiem. Z drugiej strony, nie tolerując nietolerancji stoimy sami w sprzeczności wobec tej podstawowej wartości tolerancji. Jaka jest więc prawidłowa postawa wobec takiego zjawiska? Problem ten dostrzegł również Leszek Kołakowski w książce pt. "Czy diabeł może być zbawiony i 27 innych kazań". W rozprawie "Samozatrucie otwartego społeczeństwa" pisze on:

Konstytucja, która zapewnia prawa obywatelskie i swobody politycznem, działa przeciwko sobie, kiedy wyjmuje spod prawa ruchy i idee totalitarne; działa także przeciwko sobie, kiedy im zapewnia prawną ochronę; zarówno tolerancja, jak i nietolerancja wobec wrogów tolerancji sprzeciwiają się zasadzie pluralizmu i niepodobna z góry wiedzieć, do jakiego stopnia może się ta tolerancja w danych okolicznościach rozciągać, nie powodując załamania się demokracji.

Czy można tej pożądanej demokracji bronić środkami demokratycznymi? A co jeśli zignorujemy powstające ruchy nietolerancyjne? Przecież demokracja może trwać tylko tak długo jak jest stabilna, a tego typu ruchy nie sprzyjają jej stabilności. W innym wypadku prędzej, czy później pojawi się dyktator, który za cenę wolności przywróci ludziom stabilność władzy. Nie wolno więc ignorować, ale nie wolno też karać, bo to jest działanie absolutnie sprzeczne z wolnością słowa i tolerancją. A może jest inna droga?

Autor podsuwa nam następującą myśl:

(...) trudno jest bronić demokracji środkami demokratycznymi; jest to trudne, ale jest możliwe, pod warunkiem stanowczej woli obrony. Tolerancja nie oznacza koniecznie obojętności. Porządek pluralistyczny zbudowany jest najoczywiściej na uznaniu określonych wartości. Nie jest neutralny albo wolny od wartościowania. Również obojętność prawa nie zakłada neutralności względem wartości, jest zakorzeniona w pewnej filozofii społecznej. Porządek pluralistyczny może swoje wartościujące założenia na głos i nieprzerwanie wypowiadać. Nie ma w tym nic zdumiewającego ani oburzającego, jeśli w społeczeństwie pluralistycznym obrońcy i wrogowie jego konstytutywnych wartości nie są traktowani z tą samą obojętnością. Różnica w traktowaniu jest możliwa bez gwałcenia zasady tolerancji i praw obywatelskich. Pluralizm, który z własnych swoich norm wyprowadzałby beztroskę o swoje istnienie i czynił z niej cnotę, sam by się skazał na śmierć.

Myślę, że bardzo często tolerancję sprowadza się do obojętności. Tymczasem poglądy niezgodne z tolerancją są jej wrogiem, z którym ta musi walczyć. Walka na argumenty, na słowa nie pociąga jednak za sobą konieczności karania ludzi o poglądach odmiennych. Walczyć można korzystając z tej samej wolności słowa, z której korzystają wrogowie, a system demokratyczny ma prawo i obowiązek bronić swoich wartości.

2 komentarze:

Sosunia :-) pisze...

Osoba tolerancyjna tolerująca nietolerancję zaprzecza samej sobie :P

Grzegorz Raźny pisze...

Ale czy osoba tolerancyjna może nietolerująca czegokolwiek nie zaprzecza tolerancji? A może powinna tolerować, ale się przeciwstawiać, głośno prezentując własne przekonania?