Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zło. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 kwietnia 2008

Filozofia Jedi

Miałem ostatnio okazję ponownie obejrzeć kultową sagę Gwiezdne Wojny. Nie mówię tu o przesiąkniętych efekciarstwem częściach I - III, tylko o pełnych mistycyzmu epizodach IV - VI.

Wielu ludzi traktuje te filmy jako bajkę o smutnych i mniej smutnych przygodach grupy znajomych w abstrakcyjnym świecie science-fiction. W filmie tym tymczasem widać wiele aspektów rządów totalitarnych na przykładzie Galaktycznego Imperium, oraz motywy działania ludzi, którzy nie boją się sprzeciwić niesprawiedliwej ręce dyktatora. Czy w dzisiejszym świecie brakuje krajów, w których obserwujemy pogwałcenie wszelkich praw człowieka w imię własnych zapędów totalitarnych?

Jednak najbardziej interesującym aspektem tej niesamowitej trylogii, wydaje mi się filozofia Jedi, którą przekazuje swojemu uczniowi Luke'owi, największy z mistrzów Jedi - Yoda. Można zaobserwować, że w ani jednym dialogu Yody z Luke'iem, panowie nie rozmawiają o sytuacji politycznej rebeliantów, ani o fatalnych skutkach rządów Imperium. Panowie rozmawiają o zjawisku bardziej ogólnym - o Mocy. Moc, która daje siłę Jedi. Jednak moc, która niekontrolowana może zaprowadzić na ciemną stronę. Ciemną stronę, która nie jest potężniejsza, ale jest prostsza, szybsza, bardziej kusząca.

A czy życie każdego człowieka nie przypomina podobnej sytuacji? Zło staje się akceptowane, bo walka z nim wydaje się skazana na porażkę. Podobnie jak walka rebeliantów z Imperium. Niektóre osoby potrafią wybić się ponad przeciętność i nie godzić się na zło. Jednak jeśli dany człowiek ma siłę aby walczyć ze złem, w bardzo prosty sposób może stać się również człowiekiem walczącym z dobrem. Ścieżka zła jest prostsza i bardziej kusząca. Więcej korzyści może dać osobie. Czy te korzyści warte są tego, aby być poddanym temu potężnemu imperium? Czy może lepiej jednak zbuntować się i walczyć o lepszy świat? Każdy z nas ma wolny wybór, bo tylko w wolności można wziąć odpowiedzialność za siebie i swój własny świat.

poniedziałek, 11 lutego 2008

Zanim zrobimy coś złego

W czasie jednej z homilii dominikanina o. Adama Szustaka, poruszony został temat walki ze złem. Spowiadamy się ze zła, które popełniamy, jednak nie zdajemy sobie sprawy, że przyczyna tego zła leży w pokusach. Weźmy jako przykład, rozmowę:

- Nie potrafimy wytrwać w czystości, chcemy, walczymy, ale nie potrafimy.
- A śpicie w jednym łóżku?
- Śpimy.
Przecież nie ma nic dziwnego, że skoro łączy ich uczucie i są zdrowym chłopakiem i zdrową dziewczyną, to pożądanie bierze górę. Zastanawiające byłoby, gdyby tak się nie działo. Może właśnie w unikanie pokus powinniśmy wymierzyć naszą walkę. Przecież nawet gdy uda nam się przezwyciężyć w sobie jakąś skłonność do zła, to zwalczyliśmy tylko owoc grzechu, a nie jego korzeń. W każdym momencie może wyrosnąć nowy owoc. Kto jest na tyle silny, aby nie poddać się pokusie?

Drugim aspektem walki ze złem jest prostolinijność. Nosimy w sobie nadzwyczajną umiejętność bronienia wszystkiego, co robimy. Zakłamujemy rzeczywistość, próbując szukać dobrych motywów lub efektów zła. Nasza inwencja przekracza wyobraźnię. A skoro szukamy powodów, znaczy to, że zdajemy sobie sprawę, że popełniliśmy zło. Może nie warto szukać tych usprawiedliwień tylko stanąć w prawdzie? Bronimy również się na zapas. Szukamy argumentu, żeby zrobić jakieś zło lub zaniechać dobra. Trzeba uciąć wszelką rozmowę z Kusicielem, nie wdając się w argumentację. Jak Jezus na pustyni, który nie dyskutował z diabłem tylko jednym cytatem z pism zamykał rozmowę.

Bardzo ważne jest, aby mieć kogoś, kto pomoże nam w walce. Ojciec Adam opowiadał o zwyczaju, który mają w zakonie. W czasie Wielkiego Postu, każdy z braci losuje jednego ze współbraci i chodzi za nim. Gdy uważa, że tamten robi coś źle, ma prawo podejść i zwrócić uwagę. Może każdy z nas powinien mieć kogoś takiego? Kogoś, kto przytrzyma rękę, którą zamierzamy popełnić grzech? Walka z pokusą jest bardzo trudna. Obecność kogoś może tu bardzo pomóc. Mylnie interpretujemy początek księgi rodzaju, obarczając Ewę całą odpowiedzialnością za zło, które popełnili pierwsi ludzie. A gdzie był Adam, gdy Ewa sięgała po owoc? Co wtedy robił? Dlaczego nie był przy niej i nie przytrzymał jej ręki?

Na koniec zaznaczę, że powyższa myśl nie jest wynikiem moich własnych przemyśleń. Chciałem się podzielić czymś, co usłyszałem i co faktycznie mnie poruszyło. Myśli te są napisane moimi słowami, ale odpowiadają treści homilii o. Adama.

poniedziałek, 4 lutego 2008

Usprawiedliwianie zła

Gdy spoglądam na moje życie z niestandardowej perspektywy, zdaje się, że rytm działań wyznacza popełniane zło. Czynienie zła jest chyba wpisane w nieustający dramat życia człowieka. Chyba pozostaje zaakceptować, że człowiek jest grzeszny i że będzie krzywdził inne osoby. Często jednak zdarza się sytuacja, w której próbuję mówić sobie, że to zło wcale nie jest takie złe. Że trzeba było je popełnić. Może nawet, że to nie ja je popełniam. Że zostałem zmuszony.

Gdy ktoś zwraca uwagę, że popełniam zło, naturalną reakcją jest obrona. Może najlepiej powiedzieć drugiej osobie: "oskarżasz mnie o zło, a sam robisz to to i tamto"? Może dzięki temu, nasze zło przestanie być złe w oczach tej drugiej osoby? Może moje sumienie stanie się lżejsze? A może uśpię moje sumienie usprawiedliwiając własne zło, złem drugiej osoby?

Czy nie lepiej przyznać się do zła, gdy sumienie lub wyręczająca je druga osoba zwraca mi uwagę? Może takie podejście daje mi moralne prawo zwracania innym uwagę na zło przez nich popełniane? Może jest to sposób na wspieranie się wzajemne w walce ze Złym? Może krytyczne uwagi innej osoby uczulą nasze sumienia?

Czy potrafimy potraktować uwagę zwróconą przez drugiego jako atak na zło a nie atak na nasze ego? Czy nasza pokora potrafi stawić czoło naszej arogancji? Nie pozwólmy głupkowi, który tkwi w KAŻDYM z nas, przesłonić mędrca, który również tkwi w KAŻDYM z nas.

piątek, 14 grudnia 2007

Opowiedz się!

Nasze życie jest areną walki dobra ze złem. Stawia nas w rozmaitych sytuacjach, w których moralność kłóci się z innymi wartościami lub antywartościami. Często nasze decyzje uwarunkowane są oczekiwaną akceptacją naszych ewentualnych czynów. Nie chcemy się "wychylać". Mało tego. Gdy podejmujemy decyzję, a nasze sumienie nie chce się z nią zgodzić, próbujemy usprawiedliwiać zło. Balansujemy na linii dzielącej dobro i zło nie chcąc otwarcie stanąć po którejkolwiek ze stron.

Przychodzi mi do głowy fragment Władcy Pierścieni, w którym Aragorn, Gimli i Legolas goniąc orków uciekających z ich przyjaciółmi Merry'm i Pippinem, spotkali Jeźdźców Rohanu pod przywództwem Eomera. Aragorn zapytał Eomera czy jest przyjacielem czy wrogiem Saurona, potężnego władcy Mordoru. W odpowiedzi usłyszał:

Nie służymy potędze dalekiego Czarnego Kraju, lecz nie prowadzimy też z nią otwartej wojny. Jeśli więc przed nią uciekacie, opuśćcie lepiej nasz kraj. Na całym pograniczu szerzy się niepokój i jesteśmy zagrożeni; pragniemy jednak tylko zachować godność i żyć tak, jak żyliśmy, poprzestając na swoim, nie służąc obcym panom, ani dobrym, ani złym.

Aragorn przedstawił się, a następnie odpowiedział tymi słowami:

Waszym przeznaczeniem jest wybór. Powtórz moje słowa Theodenowi, synowi Thengla: czeka go otwarta wojna w szeregach Saurona lub przeciw niemu. Nikt już dziś nie może żyć tak, jak żył dotychczas, i mało kto zachowa to, co uważa za swoją własność.

Jeśli myślisz, że to tylko bajka, a Ty możesz sobie żyć biernie nie angażując się w walkę dobra ze złem, to jesteś w błędzie. Nijakość jest Twoim wrogiem. Opowiedz się! Stań po stronie dobra, bo inaczej utracisz wszystko, co uważasz za swoją własność. Utracisz człowieczeństwo. Zetkniesz się ze złem wcześniej niż się spodziewasz. Po której stronie staniesz, gdy to nastąpi?