piątek, 9 października 2009

Wtórne motywacje

Zło musi być ukarane. Dobro powinno być nagrodzone. Czy tak jest? A może nagrodą za dobro jest brak kary za zło? Czy brak zła oznacza dobro? A może wszystkie te pytania są tak samo absurdalne jak wszystkie systemy kar i nagród?

Kara i nagroda z założenia mają być motywacją dla człowieka do zaniechania lub podjęcia odpowiedniego działania. Jednak skoro one są motywacją, to co należy robić, gdy nie ma świadków czynu. Nie ma możliwości ani ukarania, ani nagrodzenia. Czy kodeks moralny przestaje istnieć? Czy system kar i nagród jako motywacja do czynienia zła lub dobra nie prowadzi do tego, że człowiek przestanie rozróżniać co jest naprawdę dobre, a co złe, a będzie tylko wiedzieć, co jest nagradzane, a co karane?

Jeśli człowiek nie zrozumie, że czynienie dobra jest samo w sobie nagrodą za czynienie dobra, a czynienie zła jest samo w sobie karą za czynienie zła (czyli, że czyn sam w sobie znosi znaczenie nagrody i kary), to niesposób uwierzyć w to, że ten człowiek może widzieć swój cel w dobru, którego dokonuje.

A jeśli zrozumie? Może dzięki temu rację przestanie mieć ten, kto ma siłę. Nie ten, który włada aparatem represji będzie decydował, co jest dobre, a co złe. Może wtedy dobro samo w sobie stanie się racją. Nikt nie będzie władał aparatem represji, gdyż represje przestaną mieć jakikolwiek sens. Utopia? Możliwe, bo przecież nikt nie uwierzy, że świat jest idealny. Jednak obowiązek moralny polega na prowadzeniu świata w stronę ideału. Georg Wilhelm Friedrich Hegel w Fenomenologii Ducha zaznacza, że moralność ma prowadzić świat do ideału. Osiągnięcie tego ideału oznaczałoby jednak koniec moralności, gdyż obowiązek przestanie mieć rację bytu.

Nikt jednak nie może zasłonić się nieosiągalnością ideału, ponieważ póki co obowiązek moralny istnieje. Istnieje rzeczywistość, a więc istnieje również dobro i zło. Istniejemy i my w przestrzeni przez nie wyznaczanej. Prawo ma być tylko wtórną interpretacją dobra i zła. Podobnie jak kara i nagroda tylko wtórną do nich motywacją. Niech człowiek rozumie, że zła nie należy popełniać dlatego, że jest złem, a nie dlatego, że grozi za nie kara. Niech czyni dobro, dlatego, że jest to dobro, a nie dla oczekiwanej nagrody. Jeśli zdewaluujemy znaczenie dobra i zła samych w sobie, to co pozostanie na tym świecie? Piękno? Przyjemność? Prawda? A może nuda, banalność i zakłamanie?

czwartek, 1 października 2009

Ciekawy przypadek Romana P.

Cały świat kultury zamarł na chwilę. Wielki światowej sławy reżyser został złapany po trzydziestu latach za seks z trzynastolatką. Zło zdecydowanie zostało przez niego wyrządzone i może imponować konsekwencja, z jaką amerykański wymiar sprawiedliwości ściga złoczyńcę. Warto jednak chyba zastanowić się również nad moralnym zabarwieniem takiego ścigania. Oczywiście ściga się kogoś po to, by go ukarać. Po co jednak karać?

W obecnych systemach prawnych karanie ma trojakie znaczenie: izolacja (niebezpiecznego dla innych osobnika), resocjalizacja (i przywrócenie go społeczeństwu) oraz odstraszanie. Po trzydziestu latach życia tego człowieka w społeczeństwie, chyba nie ma wątpliwości, że pierwsze dwa cele w tym przypadku nie mają żadnego sensu. A więc jedynym celem może być przykład odstraszający innych od dokonywania podobnych czynów i świadomość, że czeka ich za to nieuchronna kara.

Czy jednak, gdy wymierzamy karę jedynie po to by odstraszyć innych nie gubimy czegoś cennego? Czy nie niszczymy człowieczeństwa tego, który wyrządził zło, tylko w imię jakiegoś odstraszania? Kant pisał:

Postępuj tak, abyś człowieczeństwo tak w swojej osobie, jak też w osobie każdego innego używał zawsze jako celu, nigdy jako środka.

Zasadność tej myśli starałem się uchwycić w innym wpisie (tutaj). Karając kogoś jedynie w celu odstraszenia, właśnie traktujemy człowieka jako środek. O moralnym zabarwieniu odstraszania pisałem również w innym wpisie (tutaj) i powtarzanie tych samych przemyśleń jest bezcelowe. Z tych wszystkich przemyśleń wyłania się pytanie. Po co karać starszego człowieka, który nie stanowi żadnego zagrożenia dla społeczeństwa? Odstraszanie? Chyba nie warto. Przecież to też jest człowiek. Odwet? Tego typu instynkty nie mogą być podstawą pozbawienia kogoś wolności. Więc po co?

Odpowiedzi nie widzę. Podsumowaniem niech będzie fragment Władcy Pierścieni JRR Tolkiena, który już wcześniej przytaczałem. Rzecz się ma, gdy po wygranej wojnie i po spełnionej misji Froda, Aragorn odprowadza swoich przyjaciół do granic swego królestwa. Gdy znajdują się w Isengardzie, gdzie Drzewcowi została powierzona wcześniej misja pilnowania złego Sarumana, mądry ent przyznaje, że go wypuścił. Oto co mówi, jako uzasadnienie swojej decyzji:

Tak, poszedł sobie. Wypuściłem go. Zresztą niewiele z niego zostało, jak zobaczyłem, kiedy z Wieży wylazł, a ten gad, który mu dotrzymywał towarzystwa, wyglądał po prostu jak cień. Proszę cię, Gandalfie, nie mów, że obiecałem go przypilnować, bo sam pamiętam to dobrze. Ale wiele się od tego czasu zmieniło. Trzymałem go tutaj, póki groziło, że może nam zaszkodzić. Powinieneś wiedzieć, że nie cierpię więzić żywych istot i nawet takiego podłego stwora nie mogłem więzić w klatce dłużej, niż to było konieczne. Nawet żmiję, gdy jej wyrwano jadowite zęby, można wypuścić na wolność, niech pełza, gdzie jej się podoba.

piątek, 18 września 2009

Słuszna sprawa?

W demokratycznym kraju, aparat państwowy otrzymuje mandat społeczeństwa do sprawowania władzy. Innymi słowy, obywatel dzięki możliwości wolnego wyboru, wybiera ludzi, którzy ustalają granicę tej wolności. W imię czego? Wygody? Dobrobytu? Bezpieczeństwa? Oczywiście władza nie może posunąć się do odebrania wolności ludzi, ponieważ mandat ma jedynie na mocy tej wolności.

Demokratycznie wybrana władza w imię celu, do jakiego została powołana, posuwa się do rozmaitych czynów, z których niektórzy się cieszą, a niektórzy płaczą. Jednak nie wolno zapominać, że jaki cel by nie był, to nie uświęca on w żaden sposób środków wykorzystanych do jego realizacji.

Ciekawy dialog usłyszałem w drugim odcinku serialu Jana Łomnickiego pt. Dom. Mieszkańcy jednej z kamienic wracają po wojnie do zrujnowanej Warszawy. Odbudowują swoje życie wraz z krajobrazem. Szerzy się złodziejstwo, paserstwo i spekulacje. Władza ludowa w imię walki, zagania do robót osoby o to podejrzane. Tak się właśnie stało z jedną z bohaterek. Gdy została już uniewinniona, między nią, a głównym bohaterem (który udowodnił jej niewinność) dochodzi do rozmowy:

- Siedziałam za Niemców i wyszłam psychicznie mocniejsza, a teraz ... . Jak człowiek mało o sobie wie. Nigdy nikomu nie życzyłam źle ... a tam chciałam, żeby tych wszystkich z karabinami zasypał gruz ... i nas razem z nimi.
- Oni muszą ukrócić złodziejstwo, paserstwo. Tylko czasami tak się zdarza, że niewinni wpadają.
- Dla pana to jest może normalne. Wiem, że tak powinno być, ale nie mogę się z tym pogodzić. Jeżeli jakaś sprawa ma wyrządzić krzywdę choćby jednemu człowiekowi, to ta sprawa traci na słuszności.

Myślę, że warto się nad tym zastanowić nie tylko w kontekście tamtego okresu. Również przy podejmowaniu codziennych naszych decyzji i decyzji naszych reprezentantów warto pamiętać, że
żadna walka z patologiami nie może być pretekstem do odbierania wolności niewinnych ludzi, które zawsze jest gwałtem na człowieku. Niezależnie od skali. Nieważne, czy odbierze się wolność całemu narodowi, czy tylko jednemu niewinnemu człowiekowi. Żadna sprawa, pod pretekstem której dokonuje się takich rzeczy nie może być uznana za słuszną!

poniedziałek, 14 września 2009

Wędrówka

Stary testament pełny jest opisów rozmaitych wędrówek. Raz Abraham idący do Ziemii Obiecanej, raz Mojżesz wychodzący z Egiptu, oraz wiele innych przykładów. Myślę, że nieprzypadkowo biblia opisuje wędrówkę. Można te wędrówki potraktować dosłownie, jako opisujące historie wybranego narodu. Historia przymierza, zwątpienia, zdrady i wybaczenia. Wzlotów człowieka, jak i jego upadków. Bezkresu pustyni i znaków od Boga.

Ale może gdzieś pod dosłowną interpretacją, kryje się coś głębszego? Chrystus przyszedł powiedzieć nam, że każdy człowiek należy do narodu wybranego. Może więc historia tego narodu jest historią każdego z nas. Każdy od chwili narodzin idzie przez życie. Podąża przez wielką nieogarnioną pustynię czasu i przestrzeni. Poszukuje sensu własnej egzystencji. Zostawia za sobą ślady i próbuje odczytywać ślady pozostawione przez przodków.

Jest jednak też drugi kierunek wędrówki. Zanurzony w rzeczywistości człowiek, dzień za dniem spędza na tych samych zajęciach. Zamiast wędrować do przodu, wędruje w koło. Zagubiony w świecie usystematyzowanych oczekiwań i utartych przyzwyczajeń człowiek może zapomnieć o sensie własnej egzystencji. Zbliżając się do śmierci odkryje, że nie ruszył się ani o krok od chwili wejścia w tę pętlę.

Może aby się zupełnie nie zapętlić, warto na chwilę się zatrzymać i pomyśleć. Pomyśleć jak wykonywać te cykle wędrówki w taki sposób, aby jednocześnie poruszać się do przodu. Może ponad bieżące cele i obowiązki warto postawić konkretne spotkania z drugim człowiekiem i odczytać w nich znak od Boga. Tak aby wędrówka jaką przemierzamy, była wędrówką w określonym kierunku.

piątek, 11 września 2009

Snowy White - Midnight Blues

Zachęcam do posłuchania pięknego blues'a. Mało kto zna ten kawałek, a szkoda. Cała twórczość tego gitarzysty pozostaje w cieniu, choć zupełnie nie rozumiem dlaczego.



Miłego słuchania!

wtorek, 8 września 2009

Niejasność spekulacji

Dyskusją akademicką jest rozważanie, na podstawie czego, można oceniać człowieka. Czy ważna jest intencja, czy efekt działania? Ciekawą myśl przedstawia Georg Wilhelm Friedrich Hegel w Fenomenologii Ducha. Otóż spotkawszy człowieka, jedynym, co możemy o nim powiedzieć, są nasze wrażenia. To kim on jest, czyli kantowski homo noumenon, może być kimś zupełnie innym, niż ten, jakim nam się ukazuje (homo phenoumenon). Jakakolwiek ocena jest czystą spekulacją i nie może mieć waloru obiektywności.

Hegel zauważa, że człowiek odsłania nam prawdę o swojej istocie poprzez własny czyn. Czyn możemy zanalizować dzięki efektowi działania osoby. Efekt, nadaje obiektywność naszej ocenie. Człowiek staje się tym, co czyni. Próbując analizować intencję tego czynu, cofamy się od odsłoniętej prawdy do etapu ponownych spekulacji i ponownie tracimy obiektywność.

Dalej filozof przywołuje hipotetyczną sytuację. Człowiek uprzedzony do drugiego, doświadczając od niego dobra, mógłby powiedzieć: "wiem, że uczyniłeś mi dobro, ale po twojej twarzy widzę, że jesteś złym człowiekiem i nie mogłeś mieć dobrych intencji, więc Twój czyn nie jest dobry". Jedyną odpowiedzią jaką może otrzymać za taką analizę jest według Hegla wymierzony policzek. Bynajmniej nie chodzi o urażoną dumę, ani o odpowiedź na niewdzięczność. Uderzenie w twarz, pokazuje jak niewiele znaczą rysy twarzy, z których rzekomo druga osoba wyciągnęła takie wnioski.

Trudno nie zgodzić się z Heglem w tym względzie. Jeśli chcemy obiektywnie ocenić czyjeś działanie, musimy opierać naszą ocenę na obiektywnych aspektach, a więc na efektach. Nie oznacza to jednak, że intencja nie jest ważna. Intencja ważna jest z punktu widzenia osoby czyniącej dobro, a nie z punktu widzenia osoby oceniającej. Ale osobie doświadczającej i oceniającej pozostają jedynie efekty. Inaczej cofamy się w niejasności spekulacji dewaluując czyn jako odsłonę tajemnicy, jaką jest istota człowieka.

poniedziałek, 7 września 2009

Wolny człowiek

W czasie właśnie zakończonego urlopu miałem okazję odwiedzić grób jednego z pisarzy, którzy na moje życie i przemyślenia wywarli największy wpływ. Mam na myśli Nikosa Kazantzakisa. Wzniesienie w centrum Iraklionu i coś na kształt ogrodu.


Na środku nagrobek z surowym krzyżem.


Miejsce magiczne. Z tyłu wyryty napis w języku greckim.


Po polsku oznacza:

Nie oczekuję niczego.
Nie obawiam się niczego.
Jestem wolny.

Arogancka prowokacja? A może świadectwo wiary? Myślę, że Jego dzieła nie pozostawiają wątpliwości. Czytając Ostatnie Kuszenie Chrystusa, albo Chrystus ukrzyżowany po raz wtóry, zaczyna rozumieć się na czym polega wiara w Chrystusa. Nikos Kazantzakis, jako jeden z nielicznych rozumiał. Każdemu życzę znaleźć się choć przez chwilę w tym miejscu.