Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Manifest Wolności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Manifest Wolności. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 grudnia 2010

Kij i marchewka

Mam coraz mocniejsze poczucie, że w życiu ludzie kierują się w większym stopniu utartymi schematami kulturowo-obyczajowymi, niż własnym rozumem. Weźmy jako przykład stosunek pracownika do pracodawcy. Jako wolna osoba podejmuję zobowiązanie pracy w zamian za wynagrodzenie. Jest umowa i moim obowiązkiem jest jej wypełnianie, podobnie jak obowiązkiem pracodawcy jest wypłacanie mi wynagrodzenia. Dlaczego więc oczekuję od pracodawcy premii lub innego rodzaju nagrody?

Jakimś sposobem pracownik, którego za dobrze wykonaną pracę czeka nagroda, pracuje efektywniej. Czy sam jego stosunek pracy nie wymaga maksymalnego zaangażowania? Dlaczego więc stosować przysłowiową "marchewkę"? Skoro "marchewka" spełnia swoją funkcję, to oznacza, że pracownik bez niej nie angażuje maksymalnie swoich zasobów. Może zatem należy się zastanowić, czy wywiązuje się z umowy, którą zawarł sam, dobrowolnie. Czy prymitywna technika motywacyjna nie jest silniejszym bodźcem niż rozum, który nakazuje wywiązywać się z własnych zobowiązań?

Druga opcja jest taka, że człowiek zgodnie z nakazem rozumu angażuje maksimum swoich zasobów, do jakich zobowiązał się w umowie. "Marchewka" ma spowodować jedynie, żeby zaangażował coś więcej. Ale skoro tak, to czemu nie ma tego w umowie? Czemu pracodawca nie zaproponował tego od razu? Może nie mógł? Może pracownik nie mógł podjąć większych zobowiązań? Może więc pozytywne techniki motywacyjne mają być sposobem na obejście restrykcyjnego prawa pracy?

Zresztą podobnie do "marchewki" działa przysłowiowy "kij". Perspektywa kary również skutecznie motywuje do pracy. Czy jednak sama umowa nie wystarczy? Tutaj nie ma możliwości aby kara, była sposobem obejścia prawa pracy. Nie można legalnie ukarać za to, do czego pracownik nie jest zobowiązany stosunkiem pracy. Zatem najwyraźniej perspektywa czekającej kary jest skuteczniejsza niż wewnętrzna motywacja wypływająca wyłącznie z rozumu.


Tym, co wyróżnia człowieka w królestwie zwierząt jest właśnie rozum. Czy stosowanie i uleganie technikom motywacyjnym nie jest zatem przyznaniem, że rozum w naszym życiu nie ma takiego wielkiego znaczenia? Czy takim zachowaniem nie pozbawiamy się człowieczeństwa? Czy nie stawiamy się w sytuacji osła na wyżej załączonej ilustracji z filmu Mania Wielkości? W końcu to właśnie inne zwierzęta nie mają rozumu i je motywuje się do działania takimi technikami?

wtorek, 16 listopada 2010

Wolność od dymu?

Jak pięknie można grać słowami. Faktyczne ograniczenie wolności nagle przedstawia się jako właśnie działanie wolnościowe. Jeśli chcę otworzyć lokal, w którym każdy może usiąść przy stoliku, poczytać gazetę, wypić piwko i zapalić papierosa i są chętni do odwiedzenia mnie w takim lokalu, to co komu to przeszkadza? Przecież nikogo nie zmuszam do wchodzenia do niego. To jest wolność. Ja mogę otworzyć lokal jaki mi się podoba, bo robię to z własnych funduszy. Klienci mogą mnie odwiedzać, przystając na zasady i profil miejsca, które stworzyłem, albo mogą mnie nie odwiedzać. Każdy ma wybór i każdy może podjąć odpowiadającą mu decyzję.

Tymczasem przychodzi wypakowany osiłek i mówi mi: "Nie podoba mi się, że u ciebie jest tak zadymione. Nieprzyjemnie mi się tu siedzi. Jak dalej będzie można u ciebie palić papierosy, to przyjdę z kumplami, włamię się do twojej kasy i zabiorę tyle, ile uznam za stosowne. Chcę być wolny od dymu." Odpowiedziałbym mu: "A czy ktoś zmusza cię, żebyś tu przychodził? To jest moje miejsce. Nie podoba ci się, to znajdź sobie inne, albo stwórz własne." Na to zgodnie z oczekiwaniami otrzymuję ripostę: "Zamknij się. Nas jest więcej i jesteśmy silniejszy. Jak będziesz trwał przy swoim to jeszcze ci się oberwie. Chcemy wolności."

Oczywiście tłum, który stoi za tym osiłkiem z przyjemnością przystanie na takie pojęcie wolności, bo jest mu ono na rękę. Może kiedyś nawet stanie się to właściwą definicją wolności, jeśli przez wiele lat ludzie będą kontynuowali używanie tego określenia w podobnym kontekście. Póki co jednak, zaistniała sytuacja jest sprzeczna z pojęciem wolności. Możesz być wolny od dymu, kiedy tylko chcesz. Wystarczy, że nie przyjdziesz do mojego lokalu. Ty za to chciałbyś mieć wszystko. I mój lokal i brak dymu. Tym samym chcesz ograniczyć moją zdolność dysponowania własnym majątkiem. Kto tu stoi po stronie wolności?

PS. Nie jestem właścicielem lokalu. Nie znoszę papierosów i dymu papierosowego. Cenię inicjatywy dla niepalących. Ale jeszcze bardziej cenię wolność człowieka i stanowczo sprzeciwiam się takim słownym manipulacjom.

poniedziałek, 1 listopada 2010

Sens etyki

Powszechny jest pogląd, że wszelka etyka jest subiektywna. Że nie da się wyciągnąć jednego wspólnego wszystkim systemu wartości. Różne cywilizacje niosą ze sobą hołd innym wartościom, a ocena działań, zależy od perspektywy osoby oceniającej. Trudno się nie zgodzić z takim zdaniem, a jednak chciałbym zastanowić się czy jest ono niezaprzeczalnie prawdziwe.

Logicznym się wydaje, że im dogłębniej konkretny system etyczny odnosi się do życiowych sytuacji tym bardziej taki system jest subiektywny. Aby spróbować zdefiniować etykę obiektywną, trzeba wyjść od wartości, które są wspólne wszystkim i na niej budować ogólny system oceny ludzkich działań. Oczywiście takiego systemu użyjemy do oceny konkretnych życiowych sytuacji, ale nie od nich należy wychodzić. Logika mówi, że jeśli lewa strona implikacji jest prawdziwa, to i prawa strona musi być prawdziwa. Zatem jeśli dowiedziemy słuszności ogólnej zasady, to wszystkie zasady, które będą wynikały z zasady głównej, również muszą być słuszne.

Przystąpmy więc do próby znalezienia głównej zasady. Na przestrzeni wieków, różne systemy etyczne powstawały i różne wartości były najważniejsze. Kiedyś byli to bogowie i ich wola, przekazywana przez kapłanów. Później bogów zastąpiła nauka. Były też pieniądze czy chleb. Były wolność, równość i braterstwo. Jak pośród tego gąszczu wartości i uzasadnień odnaleźć wartość najwyższą?

Myślę, że znaleźć wartość wspólną, obiektywną, która z definicji może być podstawą etyki, trzeba poszukać w samym sensie tejże etyki. Po co nam w ogóle etyka? Natura przez długie czasy, świetnie sobie bez niej radziła. Przetrwał zawsze osobnik lepiej przystosowany i to jego geny były bazą dla kolejnego pokolenia. Oczywiście w różnych czasach przystosowanie oznaczało różną rzecz. Zwykle była to siła i charyzma. Także spryt grał niebagatelną rolę. Gdy przyszła epoka lodowcowa, przewagę zyskały istoty owłosione, lub takie, które potrafiły się odziać i rozpalić ogień.

Aby zapewnić sobie przetrwanie słabsze jednostki musiały w jakiś sposób zorganizować się i wspólnie bronić przed silniejszymi agresorami. Aby taki układ funkcjonował potrzeba zawrzeć formalną lub nieformalną umowę o nieagresji. Zrzekam się mojej przewagi siły i sprytu na rzecz wspólnego działania. Nie uznaję się już jako ten, który jest lepszy i który może sobie z gorszym zrobić, co chce. Oczekuję, że każdy się zrzeknie takich samych pretensji wobec mnie. Nie jestem od nikogo mniej ważny, ale nie jestem też od nikogo bardziej ważny. Wszyscy są równie ważni.

Podstawą obiektywnego systemu etycznego musi być równość ludzi względem prawa wynikającego z tego systemu. Zatem w skład takiego obiektywnego zestawu zasad, mogą wchodzić jedynie maksymy, które wynikają z równości, bo to równość człowieka wynika bezpośrednio z samej istoty etyki. Wszelkie systemy, które nie bazują na równości nie mogą nazywać się etycznymi. Jeśli ktoś uznaje, że jest silniejszy, więc może zniewolić słabszego, oznacza to, że działa zgodnie z naturą, ale nie zgodnie z etyką. Etyka powstała właśnie po to, by przeciwstawić się naturze.

czwartek, 17 czerwca 2010

wtorek, 6 kwietnia 2010

Źródło wolności


Dwie rzeczy napełniają umysł coraz to nowym i wzmagającym się podziwem i czcią, im częściej i trwalej nad nimi się zastanawiamy: niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie. Nie potrzebuję ich szukać ani jedynie domyślać się poza polem mego widzenia jako spowitych w ciemnościach lub poza [granicami poznania]; widzę je przed sobą i wiążę je bezpośrednio ze świadomością mego istnienia.

Słowa te pochodzą z Krytyki Praktycznego Rozumu autorstwa Immanuela Kanta. Prawo moralne jest efektem działania naszego rozumu i rozpoznania tego, co słuszne od tego, co niesłuszne. Znajdujemy się w jakiejś sytuacji i prawo moralne stawia kategoryczny imperatyw dotyczący naszego dalszego działania. W naszym życiu działamy nie tylko na podstawie prawa moralnego, ale również na podstawie innych pryncypiów, takich jak na przykład: własna szczęśliwość.

Niech naszym pryncypium będzie chwalebna skądinąd chęć rozsądnego gospodarowania środkami finansowymi. Z tym pryncypium związane by było zdefiniowanie oczekiwanych różnić w przychodach i rozchodach naszego budżetu. Każdy dodatkowy przychód musi być z tego punktu widzenia bardzo mile widziany. Gdy zatem idzie przed nami inna osoba na ulicy i widzimy jak wypada jej pieniądz z kieszeni, to nasze pryncypium każe nam pieniądz ten zachować dla siebie.

Oczywiście wyczuwamy, że coś tu jest nie tak. Wewnętrzne prawo moralne stawia imperatyw, który ważniejszy jest niż to nasze pryncypium i każe ten pieniądz oddać. Chcemy zatrzymać, ale powinniśmy oddać. Mamy do czynienia ze skłonnością z jednej strony i z obowiązkiem z drugiej. Co wybierzemy? Tu jest nasza decyzja. Wg Kanta to właśnie prawo moralne rodzi w nas wolność w sensie pozytywnym. W odróżnieniu od wolności w sensie negatywnym, która jest wolnością OD ograniczeń, wolność pozytywna jest wolnością DO. Wolnością do decyzji dotyczącej obowiązku.

niedziela, 14 marca 2010

Siła, czy wolność?

Różni ludzie różnym wartościom przypisują różne priorytety. Dla jednego najważniejszy jest spokój. Dla innego stabilizacja finansowa. Dla kogoś przywileje socjalne, a dla kogoś bezpieczeństwo. W oparciu o różne wartości budujemy różne etyki, a w punktach przecięcia tych etyk powstają konflikty międzyludzkie. Konieczne jest uwspólnianie zasad, aby wyznaczyć ścieżki wychodzenia z takich konfliktów. Jednak jak pogodzić różne systemy, które opierają się na różnych wartościach?

Zanim spróbujemy zmierzyć się z tym problemem, warto zastanowić się, jaką mocą możemy narzucić jakąkolwiek wartość drugiemu człowiekowi? Można założyć, zgodnie z Kantem, że człowiek posiada tyle ziemi, ile jest w stanie obronić. Wtedy kryterium siły stanie się decydujące i każdy, kto tylko będzie miał siłę wystarczającą do zapanowania nad innymi, będzie mógł narzucić komuś innemu zasady, jakie mają obowiązywać w danym obszarze. Koniec końca, taka etyka jest niestabilna jak układ sił, a przeciętny człowiek skazany jest na podporządkowanie się mocarzowi.

Odrzucając siłę jako źródło moralności, musimy zrezygnować z możliwości narzucenia zasad odgórnie. Musimy człowiekowi pozwolić żyć według własnych zasad, tak długo jak on pozwala żyć według własnych zasad pozostałym ludziom. Innymi słowy, każdy musi mieć prawo wyboru swojego sposobu życia i wartości, które wyznaje. Tym samym, przed wszystkie inne wartości wysuwają się dwie - wolność i równość. To one stanowią gwarancję możliwości życia według własnego upodobania i własnych zasad. Jedyną zasadą ograniczającą tę wolność, jest zasada równości, a więc prawa do równej wolności drugiego człowieka.

Która z tych opcji jest lepsza? Prawo siły, czy prawo wolności?

czwartek, 4 marca 2010

W którą stronę pójdziemy?

Jestem w szoku. Zanim napiszę, o co mi dokładnie chodzi, muszę zaznaczyć, że jestem śmiertelnym wrogiem palenia papierosów. Sam nigdy tego w ustach nie miałem i nie potrafię znieść, jak ktoś dmucha mi dymem w twarz. Uważam, że papierosy to jest jeden z największych syfów, jakie człowiek wytworzył. Tyle gwoli wprowadzenia.

A teraz do rzeczy. Czy można komuś, kto stworzył i prowadzi knajpkę, zabronić pozwolenia palaczom na zaspokajanie w niej swoich nałogów? Co ma sejm do tego? Dlaczego prawo ingeruje w prywatną przestrzeń człowieka? Przecież knajpka to nie jest miejsce należące do państwa ale do prywatnego właściciela. Dziś przeżyłem szok, bo właśnie sejm tego zabronił. Sejm wszedł w kompetencje człowieka do dysponowania swoją wyłączną własnością.

Ochrona zdrowia klientów? A czy ktoś zmusza do wchodzenia do knajpki dla palących? Nie chcesz? Nie wchodzisz. Tymczasem łatwiej ograniczyć komuś prawo do wolności dysponowania własnym majątkiem. Tylko na ile to jest moralne? Czy prawo, które stoi w sprzeczności z moralnością, może zasługiwać na jakikolwiek szacunek? Oj stoi demokracja na granicy upadku. Dopóki demokracja nie zrozumie, że NIE WOLNO JEJ w imię większości ograniczać praw moralnych mniejszości, to nie powstanie trwały i stabilny system prawny. System ten, będzie się zmieniał wraz z upodobaniami większości. A szacunek do jednostki nie będzie miał żadnego znaczenia.

Jeszcze krok, a decyzją większości sejm zabroni ludziom palić papierosy w swoim domu. I wolność pozostanie już tylko wolą większości a nie wolnością osobistą człowieka. Czy w takim kierunku mamy iść?

środa, 20 stycznia 2010

Rządzić światem

Rządzić światem. W końcu do tego sprowadza się cała polityka. Oczywiście nie od razu. Zaczyna się od rządzenia otoczeniem, miastem, regionem czy państwem. Nie chcemy być obserwatorami tego, co się dzieje. Chcemy mieć na to realny wpływ. Dlatego bierzemy udział w wyborach i decydujemy o tym, kto będzie rządził.

Wychodzimy z dziwnego założenia, że ktoś musi rządzić. Ktoś musi mówić, co wolno, a czego nie wolno. Co jest korzystne dla ogółu, a co nie jest. Tak jakby jakiś "ogół" był podmiotem mającym interesy sprzeczne z jednostką. Zapominamy przy tym, że każdy człowiek ma takie samo prawo do życia i wolności. Jeśli nie da się zdefiniować dobra, które zaakceptują wszyscy, może nie należy narzucać nikomu żadnego dobra. Jedynym dobrem, które trzeba narzucić i zagwarantować jest wolność.

Zamiast rządzić ludźmi wystarczy pilnować, aby każdy mógł i umiał korzystać z wolności. Niedawno obejrzałem kolejne dzieło Terry'ego Gilliama, pt. The Imaginarium of Doctor Parnassus. Nie będę opowiadał treści filmu. Przytoczę tylko dialog jaki wywiązał się między Tony'm, który dopiero rozpoczynał przygodę w świecie Dr Parnassusa, a Anton'em, który od małego mu towarzyszy.

Tony: If he has the power to control people’s minds, why doesn’t he rule the world?
Anton: He doesn’t want to rule the world—he wants the world to rule itself.

Czy świat może sam sobą rządzić? A dlaczego nie? Jeśli jedynym zadaniem rządu będzie ochrona obywateli przed gwałtem na wolności, to przecież każdy będzie potrafił korzystać z własnej. Każdy będzie pracował na własne dobra i korzystał z dóbr oferowanych mu przez innych. Wymiana usług nie wymaga żadnej dodatkowej regulacji. Podobnie wymiana innych dóbr. Nie warto zmuszać człowieka do żadnych zachowań. Niech sam podejmuje decyzję. Niech świat rządzi się sam.

piątek, 30 października 2009

Bronić człowieka przed nim samym?

Głośno ostatnio jest o tzw. ustawie antyhazardowej. Jednym z jej punktów jest zakaz udostępniania automatów do gry w pubach. Jako uzasadnienie pada argument, że hazard jest groźny. Czy w imię ochrony człowieka przed groźbą, można ograniczać jego wolność? Załóżmy, że ja prowadzę pub i mam ochotę wystawić automat do gry. Dlaczego odgórna władza, która mnie reprezentuje, może mi tego zabronić? Jeśli ktoś wchodzi do pubu i ma ochotę zagrać, to dlaczego odgórna władza i jemu tego zakazuje?

Dlaczego jeden człowiek może zabronić czegoś drugiemu człowiekowi? Odpowiedź jest prosta. Posiada do tego mandat. W przypadku kraju demokratycznego jest to mandat większości aktywnego politycznie społeczeństwa. Co jednak wynika z tego mandatu? Czy władza może robić, co jej się podoba? Czy gdyby w społeczeństwie było 3/4 ludzi poniżej 50 roku życia, to czy mandat może uprawniać do dyskryminacji pozostałych 1/4? Na tej zasadzie przecież Hitler doszedł do władzy i ogłosił się władcą absolutnym. Czy mógł eliminować konkurentów politycznych za aprobatą większości społeczeństwa? Nie!

Mandat sprawowania władzy moralnie uprawnia jedynie do wypełniania podstawowego zadania. Zadaniem tym jest obrona człowieka przed agresją innego człowieka. To pilnowanie aby człowiek nie mógł ograniczyć w żaden sposób wolności drugiego. Aby wolność i równość w wolności były przestrzegane. Stąd władza powołuje policję i wojsko. Stąd konieczność działania służb wywiadowczych i kontrwywiadowczych. Granicą wolności człowieka staje się wolność innego człowieka. Ustaleniem, gdzie jedna się kończy a druga zaczyna nieraz jest trudne i stąd powstawanie skomplikowanego prawa, które powstaje również z mandatu społecznego.

Wolna osoba, chce zagrać. Wolna osoba, chce udostępnić grę. Czy któraś z nich nastaje na wolność drugiego? Mówi się, że hazard uniezależnia, a więc i pozbawia wolności drugiej osoby. Ale w uzależnienie człowiek wpada z własnej nieprzymuszonej woli. O żadnym pogwałceniu wolności jednego przez drugiego mowy tu nie ma, a więc nie jest to obszar kompetencji, którego dotyczy mandat dany przez większość.


Rozumiem troskę o dzieci, które nie mogą za siebie decydować, ale można wprowadzić rozwiązania chroniące dzieci, a niekoniecznie ograniczające wolność dorosłych, świadomych ludzi. Demokracja nie jest doskonała, bo odzwierciedla zawsze tylko zdanie większości. Jednak demokracja może być doskonalsza, jeśli władza nie będzie się rozpychać ograniczając wolność jednostki tam, gdzie wolność ta nie koliduje z wolnością drugiego człowieka.

piątek, 18 września 2009

Słuszna sprawa?

W demokratycznym kraju, aparat państwowy otrzymuje mandat społeczeństwa do sprawowania władzy. Innymi słowy, obywatel dzięki możliwości wolnego wyboru, wybiera ludzi, którzy ustalają granicę tej wolności. W imię czego? Wygody? Dobrobytu? Bezpieczeństwa? Oczywiście władza nie może posunąć się do odebrania wolności ludzi, ponieważ mandat ma jedynie na mocy tej wolności.

Demokratycznie wybrana władza w imię celu, do jakiego została powołana, posuwa się do rozmaitych czynów, z których niektórzy się cieszą, a niektórzy płaczą. Jednak nie wolno zapominać, że jaki cel by nie był, to nie uświęca on w żaden sposób środków wykorzystanych do jego realizacji.

Ciekawy dialog usłyszałem w drugim odcinku serialu Jana Łomnickiego pt. Dom. Mieszkańcy jednej z kamienic wracają po wojnie do zrujnowanej Warszawy. Odbudowują swoje życie wraz z krajobrazem. Szerzy się złodziejstwo, paserstwo i spekulacje. Władza ludowa w imię walki, zagania do robót osoby o to podejrzane. Tak się właśnie stało z jedną z bohaterek. Gdy została już uniewinniona, między nią, a głównym bohaterem (który udowodnił jej niewinność) dochodzi do rozmowy:

- Siedziałam za Niemców i wyszłam psychicznie mocniejsza, a teraz ... . Jak człowiek mało o sobie wie. Nigdy nikomu nie życzyłam źle ... a tam chciałam, żeby tych wszystkich z karabinami zasypał gruz ... i nas razem z nimi.
- Oni muszą ukrócić złodziejstwo, paserstwo. Tylko czasami tak się zdarza, że niewinni wpadają.
- Dla pana to jest może normalne. Wiem, że tak powinno być, ale nie mogę się z tym pogodzić. Jeżeli jakaś sprawa ma wyrządzić krzywdę choćby jednemu człowiekowi, to ta sprawa traci na słuszności.

Myślę, że warto się nad tym zastanowić nie tylko w kontekście tamtego okresu. Również przy podejmowaniu codziennych naszych decyzji i decyzji naszych reprezentantów warto pamiętać, że
żadna walka z patologiami nie może być pretekstem do odbierania wolności niewinnych ludzi, które zawsze jest gwałtem na człowieku. Niezależnie od skali. Nieważne, czy odbierze się wolność całemu narodowi, czy tylko jednemu niewinnemu człowiekowi. Żadna sprawa, pod pretekstem której dokonuje się takich rzeczy nie może być uznana za słuszną!

sobota, 18 lipca 2009

Wolność i odpowiedzialność

Banalna sprawa. Dzięki naszemu rozumowi i wolnej woli podejmujemy decyzję. Realizujemy ją bądź nie i bierzemy odpowiedzialność za jej skutki. Jednocześnie rościmy sobie prawo do egzekwowania od innych odpowiedzialności za ich decyzje. Jeśli jakieś działanie nie jest wynikiem decyzji danej osoby, to nie mamy możliwości egzekwowania tej odpowiedzialności, podobnie jak nikt od nas nie powinien egzekwować odpowiedzialności za czyny, które nie wynikają z naszej wolności. Wolność i odpowiedzialność warunkują siebie na wzajem i jest to niezaprzeczalne, pod warunkiem, że nie traktujemy wolności jako swawoli, która pozwala na niezobowiązujące czynienie tego, co nam się tylko podoba, ale jako sposób realizacji naszych celów.

To, że odpowiedzialność jest uwarunkowana przez wolność, wydaje się oczywiste. Trudniej sobie wyobrazić w jaki sposób odpowiedzialność warunkuje wolność. Oto co pisze na ten temat jeden z wielkich filozofów, Emmanuel Levinas:

Znosząc ciężar drugiego człowieka, "ja" zostaje wezwane do niepowtarzalności przez odpowiedzialność. (...) Tak jakby niepowtarzalność "ja" była ciążeniem wpływu innego na "ja". To, co zawiązuje się w tej intrydze można nazwać dobrocią: na żądanie wyrzekam się całego majątku, całego dla-siebie, zastępuję innego.

Człowiek spotykając drugiego człowieka, w szczególności człowieka cierpiącego, zostaje wezwany do postawienia się w jego roli, do spojrzenia jego oczyma. Do zastąpienia go. Jego odpowiedzialność za drugiego człowieka staje się niepowtarzalna i warunkuje jego podmiotowość. Levinas wskazuje odpowiedzialność, która nie wynika z wolności, ale z etyki. Z niepowtarzalności relacji między mną, a innym. I taka odpowiedzialność, rodzi wolność:

Wolność polega na robieniu tego, do robienia czego jesteśmy powołani, na robieniu tego, czego ktoś inny niż ja zrobić nie może. Ograniczona w ten sposób przez innego, pozostaje wolnością.

Przecież każdy z nas żyje we własnym świecie i za kształtowanie tego świata jest odpowiedzialny. Odpowiedzialny jest również za własne relacje z innymi ludźmi, którzy pojawiają się w tym świecie. Dzięki tej odpowiedzialności, którą nakłada na nas nasz świat oraz spotkanie z drugim człowiekiem, otrzymujemy wolność. Wolność do realizacji tej odpowiedzialności. Do realizacji przeznaczenia, którego nie należy traktować jako fatum, ale jako powołanie!

niedziela, 4 stycznia 2009

Czy świadomość jest produktem ubocznym?

Chyba jedną z największych zagadek jest pytanie, czym jest świadomość. Czym jest ludzkie ego? Skąd się bierze ta osobliwa podmiotowość każdej istoty ludzkiej? Niestety nie wiem, jakie są źródła, ale słyszałem opinię, że świadomość jest skomplikowanym polem magnetycznym powstałym wskutek przepływu ładunku w nieregularnych przewodach mózgowych. Teoria ta mówi dalej, że gdybyśmy potrafili odwzorować skomplikowane kształty tych przewodów, to wyprodukowalibyśmy świadomość. Kto wie? Może naprawdę ta najgłębsza istota naszej egzystencji jest tylko produktem ubocznym czynności naszych mózgów?

W trochę innej dziedzinie analizy dokonał Zygmunt Freud. Człowiek jest zwierzęciem, wobec tego odczuwa zwierzęce instynkty. Te instynkty stanowią jego id. Z drugiej strony człowiek nauczył się korzystać z ogólnie pojętej kultury, która pozwala mu na przekazywanie wiedzy, a dodatkowo narzuca pewną moralność. W indywidualnym wymiarze, ten cały aparat kulturowy stanowi superego człowieka. Zarówno id jak i superego wymuszają na człowieku podejmowanie odpowiednich działań. Jednak, są one od siebie niezależne i często "interesy" jednego stoją w sprzeczności z "interesami" drugiego. Powstaje więc pewne napięcie na styku tych dwóch warstw. W skutek działania tego napięcia powstaje nasze ego. I choć dziedzina jest inna, niż ta poruszona przeze mnie w pierwszym akapicie, to wniosek jest podobny. W obu przypadkach świadomość jest tylko produktem jakiegoś zjawiska.

Czy przyjęcie takiej tezy nie czyni rozważań na temat wolności bezsensownymi? Bynajmniej. Nawet jeśli świadomość istnieje tylko dzięki takiemu, a nie innemu przepływowi ładunku, to podejmując świadome decyzje zmuszamy nasz mózg do uruchomienia przepływu. Mimo, że jesteśmy produktem mózgu, to istniejemy w pewnej symbiozie i nasz mózg działa według tego, co mu każe nasza świadomość. Podobnie w przypadku teorii Freuda. To, że istniejemy dzięki napięciu pomiędzy id oraz superego, nie zmienia faktu, że wykorzystujemy zarówno jedno jak i drugie w codziennej egzystencji. I powinniśmy wykorzystywać. Pracując nad sobą kształtujemy nasze id, a współtworząc kulturę zmieniamy superego. Kluczową rolę gra właśnie wolność ego, które pomimo napięć wywieranych przez obie warstwy, pozwala również jemu wywierać na nie napięcie.

Rozważania na temat genezy ludzkiej świadomości są niezwykle ważne, ale właśnie dlatego, że pozwolą jej lepiej wykorzystywać własną wewnętrzną strukturę. I niezależnie od tego, czy jesteśmy tchnieniem Ducha, czy produktem psychologicznym, czy też czysto materialnym, w takim samym stopniu jesteśmy odpowiedzialni za swoje czyny. Dlaczego? Bo są one wynikiem naszej własnej wolności.

sobota, 29 listopada 2008

Wolność do Zniewalania. Zniewolenie w Wolności.

Kwestią chyba nierozstrzygalną jest, gdzie tkwi granica wolności i swobody jednostki, poza którą żadna instytucja ingerować nie może. Jedni uważają, że państwo może całkowicie ingerować, inni mówią, że nie powinno ingerować wcale. Jednak najwięcej ludzi uważa, że granica jest gdzieś w środku. Myślenie, że człowiek jest poddanym państwa, uważam za absurdalne. Uważam, że państwo jest powołane przez indywidualnych ludzi po to, aby zapewniać im bezpieczeństwo. Na tej zasadzie, obywatel jest suwerenem, a nie poddanym.

Oczywiście na rzecz bezpieczeństwa każdy obywatel może zrzec się pewnego obszaru swojej wolności. Co się jednak dzieje, gdy tą wolność człowieka ogranicza z góry powołana instytucja, dlatego, że większość tak decyduje? Nawet jeśli cel jest szczytny, to czy taki środek jest dozwolony. Nie mówię tu nawet o fizycznym ograniczaniu wolności, ale o sprawie tak powszechnej jak podatki. Bo czym są podatki, jeśli nie zniewoleniem człowieka? Jeśli człowiek ma prawo do własności, to jakie prawo ktoś ma, aby tej własności człowieka pozbawić? Nawet jeśli podatki przeznaczymy na rozwój technologii czy infrastruktury, albo na wyrównywanie szans w celu zwiększenia produktu krajowego.

Mam wrażenie, że nie brakuje osób, które zgadzają się na podatki, bo widzą w przyszłości perspektywę większej wolności. Zgadzają się na ograniczenie w postaci podatku dla siebie i nie ma w tym nic złego. Ale jakie mają prawo na zgodę na takie ograniczenie dla pozostałych wolnych ludzi? Czy nie samemu powinienem decydować, czy się zrzeknę się tego obszaru wolności? Podatek jest przykładem, który wybrałem, ale jeśli uznamy, że większość może ograniczać wolność mniejszości to wcale na podatkach nie musi się skończyć. Dlaczego człowiek nie ma problemu z akceptacją własnej wolności, a ma taki wielki problem z akceptacją wolności drugiego człowieka?

czwartek, 13 listopada 2008

Poprawność słowa

Jedną z wielkich wartości, jaką wypracowała cywilizacja europejska jest wolność słowa. Swoboda wyrażania własnych myśli i przekonań. Swoboda w dzieleniu się nimi z innymi osobami. To dało podstawę wielu prądom myślowym i artystycznym. Czy jednak wolność słowa jest absolutna? Czy może jest ograniczona przez coś, co nazywamy poprawnością?

Właściwie trudno mi utożsamiać się z poglądami niepoprawnymi, pewnie przez moją własną poprawność. Nie potrafię wygłaszać treści faszystowskich, czy szowinistycznych. Nie potrafię godzić się na istnienie zła w różnych jego formach. Jednak, czy możemy mówić o wolności słowa, gdy karane jest wygłaszanie takich poglądów? Czy wolność może być realizowana zgodnie z zasadą: możesz mówić co tylko chcesz, pod warunkiem, że to jest poprawne?

Odrębną kwestią jest, co jest lepsze. Czy wolność bezwarunkowa, czy warunkowa? Jednak, aby mówić o prawdziwej wolności, to dopóki za głoszonym słowem nie idą działania, nie może być sankcji w imię zapobiegania złu. Zło jest złem, dopiero gdy zostaje popełnione, albo gdy można wykazać chęć jego popełnienia. Samo głoszenie poglądów faszystowskich nie implikuje, że zostanie popełnione zło. Fakt, że zwiększamy prawdopodobieństwo, że ktoś słysząc te słowa zła się dopuści, więc zapobiegając złu zwiększamy bezpieczeństwo.

Jednak co jest ważniejsze, wolność czy bezpieczeństwo? Pewnie znajdzie się tyle opinii ile ludzi jest, którzy odpowiedzą na to pytanie. Na ile można ograniczać wolność jednych osób, aby zapewnić ogólnie rozumiane bezpieczeństwo? Przecież wolność człowieka jest jego osobistym prawem. Czym innym jest, gdy ktoś samemu pozbawi się częsci bezpieczeństwa. Na przykład, gdy zgłosi się po ochronę, która będzie wymagała pewnych poświęceń związanych z wolnością. Jednak w tym przypadku, człowiek podejmuje zupełnie wolną decyzję, aby obszar tej wolności poświęcić. Czy można komuś na siłę tej wolności odebrać?

wtorek, 9 września 2008

Granica wolności

Ekonomista amerykański Milton Friedman, znany z liberalnego podejścia, mówił: Moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się Twoja wolność. Bardzo prosta, ale mimo wszystko bardzo dokładna definicja. Jednak nasuwa się od razu pytanie: gdzie jest owa granica? Czy człowiek ma prawo hałasować? Czy ma prawo do ciszy? Czy ma prawo do zdrowia? A może ma prawo do zatruwania? Czy może niszczyć przyrodę? Czy może ją podziwiać? Każdy ma prawo do wolności, więc każdy powinien mieć prawo do wszystkich tych rzeczy, a jednak pozostają one w sprzeczności. Gdzie znaleźć kompromis? Potrzebny jest złoty środek, ale czy można zmusić kogoś do jego przestrzegania w imię wolności?

Zdajmy się lepiej na wolność osądu człowieka. Stare powiedzenie mówi: Nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe. Ewangelia idzie dalej. Głównym przesłaniem Kazania na Górze jest zdanie:
Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy.
Ewangelista nazywa to Złotą Zasadą. Jezus sprowadza całe prawo do tego prostego zdania. Warto zwrócić uwagę na moc tego zdania, w porównaniu z powiedzeniem, które przytoczyłem wyżej. Nie tylko mamy nie szkodzić, ale mamy czynić wszystko to, czego również oczekujemy. Mamy przestrzegać takich granic, jakich chcemy aby w stosunku do nas przestrzegano. A nawet jeśli wytyczymy je sobie inaczej niż nasz sąsiad, to przecież w rozmowie może on wytłumaczyć, że mu to przeszkadza. Czy wtedy zignorujemy jego granicę? A czy chcielibyśmy, żeby ktoś ignorował naszą?

Jasne, że chcielibyśmy mieć gwarancje, dlatego wybieramy ludzi, którzy ustalają prawne granice i grożą karami, za ich przekroczenie. Jednak na ile jest to skuteczne? Czy przekaz ewangeliczny nie przemawia lepiej do rozumów i sumień niż lista nakazów i zakazów? Czy polityka odstraszania jest dobra? Czy jest skuteczna? Czy jest potrzebna?

środa, 3 września 2008

Dyktatura większości

Demokrację, od systemów totalitarnych różni pozornie wszystko. Obywatele biorą udział w wolnych wyborach, a ludzie rządzący są reprezentantami ich woli. Mają prawo do własności prywatnej i nikomu nie wolno tego prawa naruszyć. Mają wolność słowa, poglądów i demonstracji. Każdy jest niewinny dopóki nie udowodni się mu winy. Jest jeszcze wiele oczywistych zalet takiego systemu, których tutaj nie wymienię.

Jednak w tej całej teorii, kryje się wielkie niebezpieczeństwo. Co z osobami, które są w mniejszości? Przecież to większość daje mandat do rządzenia. Załóżmy, że w społeczeństwie występuje duże rozwarstwienie klasowe. Biednych jest dużo więcej niż bogatych. Biedni, wybierając swą reprezentację, dają mandat do obrony ich interesów. A kto będzie bronił interesów bogatych? Trybunał Konstytucyjny? A co jeśli większość zmieni konstytucję? Nawet TK będzie bezradny. Kto zabroni ustalenia podatków na poziomie 80% dla najbogatszych a 5% dla najbiedniejszych? Czy większość może dać legitymację do dyskryminacji mniejszości? Jeśli demokracja jest tu wyznacznikiem, to nie ma przeszkód.

Na ironię, większości społeczeństwa może podobać się takie rozwiązanie, mimo, że wcale nie musi być to dla niej korzystne. Skoro tym, którzy mają kapitał, zabiera się 80%, kto będzie inwestował i otwierał miejsca pracy? Gdy nie będzie miejsc pracy, kto będzie konkurował o pracowników, oferując im wyższe wynagrodzenia? Ale Ci biedni często nie są wykształceni. Często nie potrafią na to spojrzeć z tej strony. Może cała istota prawidłowo działającej demokracji tkwi w uświadamianiu społeczeństwa?

Znieczulajmy ludzi na populizm, a uczulajmy na prawdę. Pokazujmy, że często, aby było lepiej, potrzeba reform, które na pierwszy rzut oka nic nie zmieniają, ale otwierają pewien proces, który koniec końca da pozytywny efekt również dla przeciętnego obywatela. Pozwólmy ludziom dokonywać świadomego wyboru. Przecież dyskryminacja kogokolwiek nigdy nie przyniesie dobrych skutków. To co zakazane, przeniesie się do podziemia. Na to co nakazane, znajdą się sposoby. Pozwólmy ludziom budować przestrzeń ich własnej wolności i zagospodarowywać ją odpowiedzialnie zgodnie z własnymi przekonaniami. Świadoma demokracja zbudowana wokół wartości, może przynieść owoc obfity. Rywalizację i konflikty interesów, może zastąpić solidarność.

poniedziałek, 7 lipca 2008

Wolność Chrześcijańska

Jak pogodzić wolność z posłuszeństwem wobec nauki Chrystusa? To jedno z podstawowych pytań jakie ateista zada Chrześcijanowi, aby podważyć sens ewangelii. W czasie ostatniej "dwunastki" o. Grzegorz Chrzanowski, przypomniał jedną z myśli, jeśli dobrze pamiętam o. Jana Andrzeja Kłoczowskiego.

Stając przed fortepianem masz pełną wolność naciśnięcia dowolnego klawisza. Jednak bez pewnej dyscypliny, jakiej trzeba do nauki gry, dźwięki wydawane nie będą tworzyć niczego sensownego. Równie wolny jest kot, który rzucony na klawisze, naciska je zupełnie losowo. Jednak, gdy solidnie trenujemy, pewnego dnia możemy zostać wirtuozami, którzy również mogą naciskać dowolny klawisz. Którzy mogą improwizować. Wolny chrześcijanin jest właśnie takim muzykiem, który trwa w nauce Chrystusa, aby jego wolne życie było prawdziwie piękne. Sam może podejmować własne decyzje, które dzięki ewangelii tworzą wspaniałe dzieło.

Podobnie jak kapela jazzowa, która dostaje temat i każdy z muzyków improwizuje na jego temat, razem tworząc niepowtarzalne dzieło, tak każdy Chrześcijanin sam w pełni wolności podejmuje decyzje, tworząc Kościół, który jest przecież wcieleniem Chrystusa. Potrzeba więc aby był piękny i niepowtarzalny.

środa, 28 listopada 2007

Ład stworzenia, bezład stworzenia

Z zainteresowaniem zauważam, że ludzie prezentują diametralnie różne poglądy na temat organizacji świata.

Znaczna część ludzi, którą zgodnie z Leszkiem Kołakowskim nazwę "deterministami", uważa, że w świecie wszystko już jest zaplanowane. Gdy spojrzeć na tę grupę ludzi, okazuje się, że są różne motywy takiego myślenia. Niektórzy uważają, że Bóg stworzył świat i teraz kieruje naszymi losami. Inni idąc naukowym tokiem myślenia, choć niewykluczającym poprzedniej tezy, uważają, że w świecie działają pewne siły fizyczne i to one determinują ruch wszelkich cząsteczek i atomów, a nawet ich elementów składowych. W wyniku tego ruchu powstają nasze myśli, uczucia i impulsy. Idąc dalej tym tokiem rozumowania dochodzimy do wniosku, że gdyby wziąć wszystkie elementy układanki zwanej "stworzeniem" i zdefiniować ich wzajemne oddziaływanie na siebie, możnaby napisać "wzór na świat". Ciekawych refleksji dostarcza próba zastanowienia się, co by było, gdyby ktoś poznał ten wzór i potrafił przewidzieć dzięki niemu pewien stan rzeczy. Czy miałby szanse samemu zmienić wyliczony stan? Warto się nad tym zastanowić.

Również pokaźna część ludzi uważa, że światem rządzą chaos i zbiegi okoliczności. Z chaosu powstał wszechświat i z chaosu powstały gwiazdy. Z gwiezdnego chaosu powstały planety, a z planetarnego powstało życie. Przypadek zdefiniował ewolucję i doprowadził człowieka do obecnego stanu cywilizacyjnego i przypadek zdeterminował (choć to słowo w tym kontekście niedobrze wygląda), że człowiek uważa, że to wszystko dzieło przypadku.

Jednak co znajduje się pomiędzy tymi dwoma, jakże wyrazistymi skrajnościami? Otóż między nimi znajduje się olbrzymia przestrzeń. Przestrzeń wolności. Wolności, która pozwala człowiekowi decydować o swoim losie i o losie innych. Wolności, która nadaje bytowi człowieka wymiar zadaniowy. Wolność bowiem, nie jest wolnością OD. Nie jest wolnością od życia, od śmierci. Nie jest też wolnością od przyzwyczajeń i przekonań, które niczym kamienne tablice, tkwią w każdym z nas. Wolność jest wolnością DO. Jest wolnością do życia i do śmierci. Jest wolnością do przyzwyczajeń i przekonań. Jest również wolnością do wykonywania niezliczonej ilości zadań jaką stawia przed nami życie i stworzenie. Czy nie wolność właśnie napędza cały świat? Czy nie czyni sporu o chaos i determinizm sporem bezzasadnym? Znajdź w sobie i dookoła siebie przestrzeń wolności, a zrozumiesz organizację świata.