środa, 17 lutego 2010

Teraz

Jeszcze ostatni raz... Jeszcze w tym roku sobie pozwolę, ale w przyszłym już na pewno się powstrzymam... Dziś jeszcze zapalę, ale od jutra rzucam... W tym miesiącu poszaleję, ale w przyszłym już na pewno odłożę trochę pieniędzy... Jeszcze raz to zrobię, ale już nigdy więcej...

Brzmi znajomo? Często zdajemy sobie sprawę, że coś należy zmienić, ale tego nie robimy. Chwilowa słabość bierze górę i ulegamy, wmawiając sobie, że zmienię to, ale następnym razem. Jeśli wierzylibyśmy w powtórne życie, to pewnie to jedno zmarnowalibyśmy, z ambitnym planem odegrania się w kolejnym. Jeśli wszechświat jest pulsujący i po fazie rozszerzania nadejdzie faza kurczenia i kolaps, a następnie ponowny wybuch i rozszerzanie, to będziemy przeżywać kolejne życie. Może tamto będzie lepsze?

Zamiast samemu odpowiadać na to pytanie zacytuję Prot'a, bohatera filmu K-PAX.

I wanna tell you something Mark, something you do not yet know, that we K-PAXians have been around long enough to have discovered. The universe will expand, then it will collapse back on itself, then will expand again. It will repeat this process forever. What you don't know is that when the universe expands again, everything will be as it is now. Whatever mistakes you make this time around, you will live through on your next pass. Every mistake you make, you will live through again, & again, forever. So my advice to you is to get it right this time around. Because this time is all you have.

Jedyne, co mamy to TERAZ. Marnując okazję do naprawienia błędu, marnujemy TERAZ i w przypadku ponownej okazji, zaprzepaścimy ją również. Trzeba wykorzystywać to TERAZ, bo jeśli nie, to będziemy powtarzać nasze błędy nieustannie, w kółko, w nieskończoność.

poniedziałek, 15 lutego 2010

B.B. King & Gary Moore - The Thrill is Gone

Jeśli ktoś lubi blues'a i magiczne brzmienia gitar elektrycznych, to powinien zdecydowanie przesłuchać tej interpretacji dzieła B.B. King'a.

niedziela, 14 lutego 2010

Czy Ziemia będzie jak K-PAX?

Wczoraj po raz drugi obejrzałem film Iaina Softley'a pt. K-PAX. Głównym bohaterem jest Prot (Kevin Spacey), który utrzymuje, że pochodzi z planety o tytułowej nazwie. Przez ludzi potraktowany jest jako chory psychicznie i ląduje w szpitalu, gdzie zajmuje się nim dr Mark Powell (Jeff Bridges). Nawiązuje się między nimi specyficzna relacja, w każdy próbuje przekonać drugiego do swojej racji. Film pozostawia problem prawdy nierozwiązany, co pozwala zastanowić się nad głębią przekazu.

Na planecie K-PAX nie istnieje rząd ani prawo. Zdziwiony doktor pyta, w jaki sposób mieszkańcy odróżniają dobro od zła. W odpowiedzi słyszy:

Every being in the universe knows right from wrong, Mark.

Gdy doktor nie daje za wygraną i pyta, w jaki sposób K-PAXianie każą, tych którzy dopuścili się zła, Prot odpowiada:

Let me tell you something, Mark. You humans, most of you, subscribe to this policy of an eye for an eye, a life for a life, which is known throughout the universe for its... stupidity. Even your Buddha and your Christ had quite a different vision. But nobody's paid much attention to them, not even your Buddhists and your Christians.

Jak daleko nam jeszcze do zrozumienia Buddy i Chrystusa? Czy w końcu zrozumiemy, że zła złem nie zwyciężymy? A jeśli zrozumiemy, czy nie będzie już za późno?

piątek, 12 lutego 2010

Ofiarowanie serca

Życie jest nieustannym dążeniem do celów. Instynkt narzuca potrzeby, a rozum pragnienia. Obieramy sobie jakąś ścieżkę, na której realizujemy kolejno wybrane przez nas cele. Głód nie tylko zmusza nas do podjęcia wysiłku, aby go zaspokoić i dostarczyć energii koniecznej do życia, ale również budzi w nas pragnienie, żeby następnym razem wysiłek podjęty do zaspokojenia tego głodu był mniejszy. W celu łatwiejszego i przyjemniejszego życia, gromadzimy różnego rodzaju dobra. Mogą to być zapasy pożywienia, narzędzia do jego zdobywania, lub pieniądze do jego nabycia.

Nie da się ukryć, że przyjemnie jest posiadać. Lubimy posiadać, rozkoszować się dobrami. Przywiązujemy się do nich. Stanowią dla nas pewną wartość. Część moralistów jednak uczy nas, żeby nie przywiązywać się do dóbr. Przywiązanie utrudnia nam rozstanie się z dobrem, gdy przyjdzie taka konieczność lub powinność. Unikając przywiązania do posiadania, ułatwiamy sobie realizację obowiązku jaki przed nami stanie, a który będzie wiązał się ze zrzeczeniem się określonego dobra.

Ciekawe słowa przeczytałem u Emmanuela Levinasa w książce pt. Inaczej niż być lub ponad istotą:

Pokazaliśmy, że określająca psychikę struktura jeden-za-innego - znaczenie - nie jest niewinną relacją formalną, lecz ciężarem i powagą ciała oderwanego od swojego conatus. Biernością (...). Biernością bycia dla innego, która możliwa jest tylko jako ofiarowanie chleba, który spożywam. Najpierw jednak trzeba rozkoszować się tym chlebem, nie po to, by ofiarowanie go stało się zasługą, ale aby móc ofiarować wraz z nim swoje serce - aby ofiarować samego siebie w tej ofierze. Rozkoszowanie się jest niezbędnym elementem wrażliwości.

Może warto zatem przywiązywać się do dóbr i nimi rozkoszować. Wypełnienie obowiązku jest krokiem w nawiązywaniu relacji. Jeśli ofiarujemy dobro, do którego nie jesteśmy przywiązani, to krok będzie niewielki, bo z ofiarą tą nie pójdzie w parze ofiarowanie własnego serca. Zrzeczenie się dobra, którym się rozkoszujemy jest dużo trudniejsze, ale za to krok jest dużo większy. Między mną a drugim człowiekiem rodzi się więź oddania. Ofiarowuję siebie wraz z dobrem, którego się zrzekam.

wtorek, 26 stycznia 2010

Post

Pora w naszych rozważaniach, na temat Kazania na Górze, zająć się postem. Chrystus mówi:

Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

O tym, że z punktu widzenia realizacji Królestwa Niebieskiego ważna jest czystość zamiaru powiedziane było już w poprzednich fragmentach. Zajmijmy się więc postem. Czym tak naprawdę jest post? Dlaczego jest on ważny w życiu? Dlaczego ma swoje miejsce w tej tzw. Konstytucji Królestwa Niebieskiego?

Pierwsze skojarzenie ze słowem "post", jakie się nasuwa, to asceza. Niezwykle popularna w średniowieczu forma umartwiania się. Wierzono, że dobrowolna rezygnacja z zaspokajania własnych potrzeb, jest drogą do wiecznej szczęśliwości po śmierci. Wiara ta bazuje na (moim zdaniem) naiwnym rozumieniu życia wiecznego na kształt życia doczesnego. Chrystus powstając z martwych, nie wrócił do dawnego życia, ale dostał nowe życie. Życie, którego niesposób rozumieć w tych samych kategoriach, co życie ziemskie. Chrystus żyje w swoim dziele. W kościele, który jest Jego ciałem. W miłości, która jest Jego krwią. Jeśli więc postem nie wykupuje się szczęśliwości w przyszłym życiu, to dlaczego jest on ważny?

Wystarczy znów spojrzeć na życie Chrystusa. On też przeżył okres postu. Symboliczne czterdzieści dni, w czasie których Zły poddawał go niejednej pokusie, a on wyciszając je wszystkie opracował plan swojej działalności. Zrozumiał cel swojego życia. Dzięki odsunięciu od siebie pokus i pragnień Chrystus dotarł gdzieś w samotności do głębi własnego istnienia, by odnaleźć swoją drogę, prawdę i życie. Każdy w życiu potrzebuje takiego momentu na zastanowienie. Na zatrzymanie pędu życia, które polega na nieustannym dążeniu do zaspokajania potrzeb. Każdy potrzebuje chwili ciszy, aby spróbować wejść w głąb i odnaleźć swoją drogę. Aby zrozumieć co jest dobre, a co złe. Aby podejmować właściwe decyzje.

Taki post, nigdy nie jest na pokaz. Jeśli tak zrozumiemy post, to problemu nie sprawia również zdanie: "A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie". Co mi odda ojciec? To czego szukałem. Owoc mojego życia. Świadomość, że po śmierci, będę żył nadal w dziele mojego życia. Odda mi moją drogę, moją prawdę i moje życie. Czy może być większa nagroda?

środa, 20 stycznia 2010

Rządzić światem

Rządzić światem. W końcu do tego sprowadza się cała polityka. Oczywiście nie od razu. Zaczyna się od rządzenia otoczeniem, miastem, regionem czy państwem. Nie chcemy być obserwatorami tego, co się dzieje. Chcemy mieć na to realny wpływ. Dlatego bierzemy udział w wyborach i decydujemy o tym, kto będzie rządził.

Wychodzimy z dziwnego założenia, że ktoś musi rządzić. Ktoś musi mówić, co wolno, a czego nie wolno. Co jest korzystne dla ogółu, a co nie jest. Tak jakby jakiś "ogół" był podmiotem mającym interesy sprzeczne z jednostką. Zapominamy przy tym, że każdy człowiek ma takie samo prawo do życia i wolności. Jeśli nie da się zdefiniować dobra, które zaakceptują wszyscy, może nie należy narzucać nikomu żadnego dobra. Jedynym dobrem, które trzeba narzucić i zagwarantować jest wolność.

Zamiast rządzić ludźmi wystarczy pilnować, aby każdy mógł i umiał korzystać z wolności. Niedawno obejrzałem kolejne dzieło Terry'ego Gilliama, pt. The Imaginarium of Doctor Parnassus. Nie będę opowiadał treści filmu. Przytoczę tylko dialog jaki wywiązał się między Tony'm, który dopiero rozpoczynał przygodę w świecie Dr Parnassusa, a Anton'em, który od małego mu towarzyszy.

Tony: If he has the power to control people’s minds, why doesn’t he rule the world?
Anton: He doesn’t want to rule the world—he wants the world to rule itself.

Czy świat może sam sobą rządzić? A dlaczego nie? Jeśli jedynym zadaniem rządu będzie ochrona obywateli przed gwałtem na wolności, to przecież każdy będzie potrafił korzystać z własnej. Każdy będzie pracował na własne dobra i korzystał z dóbr oferowanych mu przez innych. Wymiana usług nie wymaga żadnej dodatkowej regulacji. Podobnie wymiana innych dóbr. Nie warto zmuszać człowieka do żadnych zachowań. Niech sam podejmuje decyzję. Niech świat rządzi się sam.

sobota, 16 stycznia 2010

Narzucanie

Nie jest to już pewnie żadną tajemnicą, ale jestem miłośnikiem muzyki, zwłaszcza typu rock i blues. Jednak gdy mówię o rocku, ludzie od razu wyobrażają sobie mocne brzmienie i osobę wykrzykującą bliżej nieokreśloną papkę słów. Gdy tak myślę o współczesnym rocku, to zauważam, że nie wymaga on od słuchacza skupienia i wyławiania dźwięków ani ich sekwencji. Zamiast tego, sam narzuca nam dźwięki. Odbierze je każdy, czy tego chce czy nie chce. Są głośne, ostre i przede wszystkim cały czas się powtarzają.

Gdy słucham Pink Floyd, Led Zeppelin, Erica Claptona, Jimi'ego Hendrix'a czy BB King'a muszę się skupić. Całą przyjemność i satysfakcję czerpię z odkrywania każdego dźwięku i poznawaniu brzmienia. Tam mi nikt niczego nie narzuca, tylko proponuje. Żeby odkryć piękno tej muzyki muszę starannie wyławiać to, co artysta chce wyrazić. Muzyki nie da się traktować jako tła dla innych zadań, wykonywanych przeważnie w olbrzymim pośpiechu, wymuszonym szaleńczym pędem rzeczywistości.

Problem można potraktować jednak szerzej. Nie tylko dźwięki się nam narzucają. Narzuca się nam nieustannie i błyskawicznie zmieniający się obraz we współczesnych filmach. Narzuca się nam produkt w nieustannym paśmie reklam. Narzucają się nam informacje, a przede wszystkim plotki medialne. Narzucają się nam sprzedawcy próbujący wcisnąć wszystko to co nam zupełnie nie jest potrzebne. Gdy jednak poszukujemy czegoś konkretnego, odbijamy się od ściany.

Taka jest chyba nasza rzeczywistość. Najważniejsze, to nie dać się jej pochłonąć. Trzeba zawsze pozostać sobą i samemu wyławiać to, czego chcemy. Mimo, że w tym ogromnym narzucającym się szumie bardzo trudno wyszukiwać własne wartości, to nie można się poddać, bo wtedy przestaniemy być indywidualnościami, a staniemy się tłumem, zatopionym w tym szumie. Tam gdzie nie widać już wartości. Nie widać tego, co cenne. Nie widać człowieka. Widać tylko to, co samo się nam narzuca.