Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ewangelia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ewangelia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 czerwca 2008

Bojaźń Boża

W języku powszechnym słyszy się dość często zdanie: Bój się Boga. Jednym z siedmiu darów Ducha Świętego jest Bojaźń Boża. W dość powszechnej opinii oznacza ona bojaźń przed Bogiem. Czy Bóg strachem chce nas zmusić do posłuszeństwa? A jak się ma do tego wolność, którą człowiek został obdarzony?

Jakoś nie pasuje to do obrazu Boga miłosiernego. O. Jan Andrzej Kłoczowski w wielu swoich kazaniach, artykułach i książkach zaznacza, że bojaźń Boża to nie bojaźń przed Bogiem, a bojaźń o Boga. Bojaźń o miejsce Boga w moim życiu. Czy wystarczająco korzystamy z tego daru? Czy w naszym życiu wypełnionym codziennością, mamy miejsce dla Boga? Czy chociaż staramy się je znaleźć?

A może bojaźń Boża to jest jeszcze coś więcej? Może jest to bojaźń Boga o mnie? Tak jak matka często pełna bojaźni myśli o dziecku, tak samo Bóg, nasz Ojciec myśli o nas. Nie chce nas stracić. Odnajdujemy w ewangelii:

Albowiem Bóg tak bardzo umiłował świat, że dał swego jednorodzonego Syna, aby nikt, kto w niego wierzy, nie został zgładzony, lecz miał życie wieczne. [J 3, 16]


Cieszmy się zatem i radujmy, bo Bóg będzie nas szukał, aż znajdzie. To jest prawdziwa bojaźń Boża, która napełnia nie strachem, a nadzieją. Wielką nadzieją.

niedziela, 13 kwietnia 2008

Dobry Pasterz

Właśnie minęła niedziela Dobrego Pasterza. Miałem okazję uczestniczyć w Mszy Św. "Dwudziestce" w krakowskiej bazylice dominikańskiej. O. Adam Szustak wygłosił bardzo interesującą homilię na temat obrazu Jezusa Pasterza. Gdy myślimy o Dobrym Pasterzu, przed oczyma staje nam obraz Jezusa, który na ramionach niesie znalezioną owieczkę, dla której pozostawił bez opieki pozostałe dziewięćdziesiąt dziewięć owiec.

Jednak nie jest to właściwy obraz do ewangelii o Dobrym Pasterzu. Jezus mówi w niej, że jest bramą. Że tylko przez Niego można wejść do Królestwa. Dominikanin opowiedział o innym obrazie, w którym Jezus siedzi na skale, a obok pasą się owce. Każda odwrócona we własnym kierunku, jednak wzrok każdej skierowany jest ku Niemu. Spędziłem dziś trochę czasu na znalezieniu tego obrazu i udało mi się. Oto on:


Tej niedzieli Kościół modli się o powołania kapłańskie i zakonne. Wielu ludzi rozumie przez to, że Bóg dla tych ludzi przygotował ścieżkę, po której będą oni szli przez całe życie. Nic bardziej mylnego. Gdy rozmawiam z niektórymi przedstawicielami wierzących chrześcijan, mam wrażenie, że wierzą oni w przeznaczoną dla siebie drogę. Gdy spojrzeć jednak na powyższą mozaikę, wyraźnie widać, że każda z owieczek jest odwrócona w innym kierunku. Każda ma własną drogę, jedynie wzrokiem wpatrzone są w pasterza.

Każdy człowiek idzie własną drogą. Musi podejmować decyzje. Nie może prosić Boga, by ten wybrał za niego. Bóg może jedynie wskazać. Człowiek sam podejmuje decyzję i sam bierze za nią odpowiedzialność. Sam ma serce podsuwające rozwiązanie i rozum pozwalający zrozumieć jego konsekwencję. Ma w końcu wolną wolę, która zapewnia autonomię jego decyzjom. Warto jednak patrzeć na Pana, aby poprzez swoje decyzje nie oddalić się od Niego, bo fałszem również jest, że Bóg stworzył świat, objawił się człowiekowi i odszedł mówiąc coś w stylu: "do zobaczenia na sądzie ostatecznym". Bóg jest obecny i chce Nam pomagać. Nie chce jednak decydować za Nas.

sobota, 1 marca 2008

Osiem błogosławieństw

Pierwszą częścią Kazania na Górze są błogosławieństwa.

Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.
Osiem pierwszych wersetów ma bardzo podobną i jakże prostą budowę. "Błogosławieni ..., albowiem ...". Jezus pokazuje jakim powinien być człowiek i dlaczego. Od razu nasuwa się na myśl, że Jezus da nam nagrodę, za życie zgodne z Jego wskazówkami. Czy zatem mamy żyć dobrze, aby zaskarbić sobie nagrodę? Czy nagroda ma być motywem naszego działania?

A może to co następuje po "albowiem" nie jest zapowiedzią nagrody tylko stwierdzeniem faktu? Może Królestwo Niebieskie nie jest nagrodą dla ubogich w duchu, tylko jest ich własnością? Może właśnie ubodzy w duchu je budują? Może oglądanie Boga nie jest nagrodą za czyste serce, tylko dzięki czystemu sercu ludzie potrafią dostrzegać Boga?

W pierwszej części każdego z tych zdań Jezus niejako podaje nam przepis na szczęście, a jednocześnie definiuje podstawowe wartości życiowe w Królestwie Niebieskim. Są to: pokora, pokój, sprawiedliwość i miłosierdzie. Ludzie, którzy żyją w oparciu o te wartości, tworzą Królestwo Niebieskie, w którym można dostrzegać Boga.

W ostatnich wersetach, Jezus ostrzega jednak, że droga nie jest prosta. Może być okupiona cierpieniem, prześladowaniem i kłamstwem. Jednak cel drogi jest tego wart. Pamiętajmy, że Jezus mówi do tych, którzy wyszli za nim na górę. Wierzy w swoich uczniów. Pod tym względem wiara chrześcijańska jest paradoksalna. Nie tylko człowiek wierzy w Boga, ale Bóg również wierzy w człowieka. Wierzy, że ten jest w stanie zbawić świat.

poniedziałek, 18 lutego 2008

Kazanie na Górze

Od jakiegoś czasu bardzo zastanawia mnie tekst Kazania na Górze, wg Ewangelii św. Mateusza. Są to trzy rozdziały (5 - 7) i nie sposób odnieść się do nich w jednym wpisie. Tekst ten uchodzi za Konstytucję Królestwa Niebieskiego, a zarazem za kwintesencję nauki Jezusa.

Chciałem zaproponować próbę refleksji nad kolejnymi fragmentami tej części Ewangelii. Zainspirował mnie dominikanin o. Jan Andrzej Kłoczowski, który przyglądał się temu bliżej w serii własnych homilii podczas Mszy Świętych o godz. 12 w bazylice w Krakowie. Postanowiłem podjąć własną próbę i mam szczerą nadzieję na obfitą dyskusję na tematy tu poruszane.

W dzisiejszym poście przytoczę pierwsze dwa wersety.

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:

Pozornie niewiele tu można zauważyć. W pierwszym zdaniu mowa jest o tłumie, a w drugim o Jego uczniach. Jezus niejako nie chce mówić do tłumów, tylko do tych, którzy są jego uczniami. Może jego uczniami są wszyscy, którzy poszli za Nim na górę. Którzy musieli podjąć już jakiś wysiłek idąc Jego śladem.

Może również góra ma symboliczne znaczenie. Wkońcu, Jezus został ukrzyżowany na górze Golgoty. Przemienił się na górze Tabor. Mojżesz spotkał się z Bogiem na górze Synaj. Może góra oznacza pewne wyzwanie jakie stoi przed człowiekiem. Jezus podjął wyzwanie i wszedł na górę. Ci co weszli za Nim, nazwani są Jego uczniami. Czy ja również wejdę na górę? Czy Ty wejdziesz na górę by iść za Jezusem?

wtorek, 12 lutego 2008

Tajemnica Objawienia

Spróbujmy przybliżyć się nieco do jednego z wierzchołków Gwiazdy Zbawienia, tj. do Objawienia. Czym właściwie jest objawienie? Ktoś komuś przekazuje pewną prawdę. Zgodnie z interpretacją Gwiazdy, Objawienie jest relacją między Bogiem, a człowiekiem. Bóg objawia człowiekowi coś. Właśnie! Co?

Przyjrzyjmy się bliżej Świętu Objawienia, obchodzonemu w tradycji rzymsko-katolickiej dnia 6. stycznia. Częściej święto to nazywamy Świętem Trzech Króli. Niegdyś, tego dnia obchodziło się pamiątkę trzech wydarzeń. Jednym z nich była wizyta trzech mędrców u Jezusa, drugim był Chrzest Jezusa, a trzecim był cud w Kanie Galilejskiej. Święto to było o wiele ważniejsze od święta Bożego Narodzenia, które nasze pokolenie tak hucznie obchodzi. Dlaczego jednak nazywa się ono Świętem Objawienia? Co łączy mędrców, chrzest i cud w Kanie?

Gdy przyglądam się temu bliżej, to faktycznie poza osobą Jezusa, nic tych wydarzeń nie łączy. Skupmy się zatem na osobie Jezusa. Może to On jest istotą Objawienia? Im więcej nad tym myślę, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Bóg objawia człowiekowi siebie. Objawia swoją istotę, którą jest Jezus Chrystus. Przez Jezusa Bóg pokazuje Nam, kim jest. Jego całe życie jest świadectwem. Zresztą sam mówi: "Ja jestem drogą, prawdą i życiem", albo "Ja i ojciec, jedno jesteśmy". Znaleźć Boga, to znaleźć Jezusa w sobie, a przede wszystkim znaleźć go w drugiej Twarzy.

Co dodatkowo przekonuje mnie do takiego przybliżenia Rosenzweig'owej tajemnicy Objawienia? Kontekst wydarzeń. Jak wcześniej pisałem, Gwiazda pokazuje trzy różne misje ludzi. Żyda (centrum), Chrześcijanina (promienie) i osoby nie będące żadnym nich (obszar poza Gwiazdą). Trzy wydarzenia, które są istotą Święta Objawienia również przedstawiają Objawienie prawdy trzem różnym grupom. Jezus przyjmuje chrzest w obecności Żydów, którzy przychodzili po chrzest do Jana. Cud w Kanie Galilejskiej jest objawieniem prawdy uczniom, czyli Chrześcijanom. Natomiast wizyta mędrców jest objawieniem Chrystusa całemu światu.

piątek, 8 lutego 2008

Usłyszeć siebie

W rzymsko-katolickiej tradycji zaczął się właśnie okres Wielkiego Postu. Okres powstrzymywania się od głośnych imprez oraz wyrzekania się przyjemności. Robimy postanowienia wielkopostne. Jednak czy na tym nie kończy się przeżywanie tego okresu? Czy ten okres ma jakiś wpływ na nasze życie? Czy też jest ciągiem pustych gestów?

Zastanawia mnie, po co to robić? Przecież skończy się post i wrócimy do starych przyzwyczajeń. Postanowienia wielkopostne nie są postanowieniami adwentowymi. Adwent, ma być okresem przygotowania na Przyjście. Postanowienia adwentowe powinniśmy realizować przez cały rok. Postanowienia wielkopostne obowiązują tylko w czasie Wielkiego Postu. A więc po co?

Myślę, że najlepszą odpowiedź daje narzucony nakaz powstrzymywania się od głośnych (hucznych) zabaw. Okres ten powinien zatem charakteryzować się ciszą. Ciszą, w czasie której możemy usłyszeć siebie. Możemy usłyszeć Boga. Możemy również niestety usłyszeć Złego. Jak Jezus, który przez czterdzieści dni na pustyni czekał na głos Boga, któremu wciąż Szatan podsuwał pokusę za pokusą. Jezus potrafił odróżnić głos Boga od głosu Szatana. Czy my także potrafimy?

Szatan to przebiegły przeciwnik, który podsuwa nam to, co chcemy usłyszeć. Podobnie jak Nieprzyjaciel we Władcy Pierścieni. Sauron manipuluje obrazem, który ogląda Namiestnik Gondoru Denethor w krysztale zwanym Palantirem. W ten sposób doprowadza go do rozpaczy. Również Szatan manipuluje naszymi myślami. W jaki sposób nie dać się nabrać?

Odsyłam znowu do filmu Martina Scorsese pt. Ostatnie Kuszenie Chrystusa. Jezus w czasie swojego pobytu na pustyni rysuje koło, którego nie opuści tak długo, jak nie usłyszy odpowiedzi na swoje wątpliwości. W ciszy i skupieniu, z dala od jakichkolwiek rozkoszy, Jezus nasłuchuje, jak pojawia się kilkukrotnie Szatan i podsuwa mu myśli. Bezbłędnie jednak demaskuje go Jezus, a gdy pojawia się Ojciec i mówi do Niego, On go poznaje. Jezus spotkał Boga w Janie Chrzcicielu, czyli w człowieku.

Może my przez nasze postanowienia, rysujemy sobie koło. Gdy nie poświęcamy czasu na namiętności, tylko zostawiamy przestrzeń na spotkanie z Bogiem, również powinniśmy rozpoznać Jego głos. Nie będzie to wewnętrzny głos naszej namiętności, tylko ludzki głos, w którym Go poznamy. Pamiętajmy o ciszy, tak bardzo potrzebnej do skupienia. Do zadania właściwych pytań. Do znalezienia właściwej odpowiedzi.

piątek, 4 stycznia 2008

Stańmy po stronie światła

Światło jest utrwalonym w wielu dziedzinach sztuki symbolem. Co jednak oznacza ten symbol? W sztandarowym już filmie science-fiction Gwiezdne Wojny, istnieje Jasna Strona Mocy. Utożsamiana jest ona ze stroną dobrą, podczas gdy Ciemna Strona Mocy jest stroną złą. Skąd bierze się przekonanie, że to co jasne jest dobre, a to co ciemne jest złe? Może jest to mylna interpretacja symbolu?

Światło jest tym co pozwala nam rozróżniać rzeczy. Gdy wchodzimy do ciemnego pokoju, widzimy ciemność. Gdy zapalimy światło, widzimy to co w tym pokoju się znajduje. Fiolka z światłem otrzymana od Galadrieli pozwala Frodo Bagginsowi bronić się przed potworem w Jaskinii Szeloby (Władca Pierścieni - Dwie Wieże). Pomaga Samowi Gamgee wkońcu ją pokonać. Gdy spróbujemy to zanalizować, może z tego wynikać, że światło pomaga zidentyfikować zło. Może więc światło jest czymś co pomaga nam zorientować się co jest dobre, a co złe. Niezwykle trafne wydaje się określenie: Światło Prawdy.

W przytoczonej przeze mnie w którymś z poprzednich postów przypowieści o zgubionej drachmie kobieta, która symbolizowała Boga, w celu odnalezienia drachmy, czyli człowieka, zapaliła lampę olejną, czyli światło. Tym światłem jest oczywiście Chrystus. Sam zresztą mówi: "Ja jestem światłością świata", lub "Ja jestem drogą, prawdą i życiem". Stanąć po stronie światła, oznacza więc stanięcie po stronie Chrystusa. Czy można powiedzieć więc, że światło jest dobrem? Myślę, że nie. Celem jest dobro, a drogą jest światło, czyli prawda. Żeby iść w stronę dobra, trzeba stawać w świetle, które wyraźnie pokaże co dobre, a co złe. Trzeba skonfrontować własną postawę z postawą Chrystusa, który jest światłem. Trzeba pochylić się nad złem przez siebie wyrządzonym i w pełni pokory przyjąć łaskę, która prowadzi do dobra. Ot cel sakramentu pokuty. Człowiek, który nie staje w świetle, traci scieżkę, po której ma iść w stronę dobra.

Mam więc propozycję: stańmy po stronie światła. Świadectwem odbijajmy światło niczym lustro ustawione pod odpowiednim kątem. Nie chcę żeby zabrzmiało to demagogicznie, ale uczyńmy ten świat lepszym. Nie da się tego zrobić siłą, ale można przykładem. I co z tego, że czasem postępujemy źle? Stając w świetle prawdy, możemy powrócić na właściwą drogę.

sobota, 29 grudnia 2007

Tak tak, nie nie

Niezwykle bulwersuje mnie, gdy człowiek próbując udowodnić swoje racje, próbuje nadać swoim słowom wymiar sakralny. Dość niedawno jeden z polityków, przeprowadził rozmowę z drugim politykiem w cztery oczy. Po tej rozmowie każdy z nich przedstawił zupełnie inną jej wersję. Cóz, w polityce tak się zdarza. Jednak jeden z nich powiedział, że przysięga, iż mówi prawdę, a każdy kto go zna, wie, że jest wierzący.

Myślę, że wierzący człowiek powinien rozumieć, o co chodzi w życiu chrześcijanina. Oto fragment Kazania na Górze, z ewangelii wg św. Mateusza - tekstu, który jest niejako streszczeniem nauki Chrystusa, a zarazem konstytucją Królestwa Niebieskiego.

Słyszeliście również, że powiedziano przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi. A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie, ani na niebo, bo jest tronem Bożym; ani na ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nie możesz nawet jednego włosa uczynić białym albo czarnym. Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.

Komentarz do tego tekstu wydaje się zbędny. Chciałem tylko zauważyć, że jest to rozwinięcie II przykazania, które brzmi: "Nie będziesz brał imienia Pana Boga swego na daremno", a także słów z modlitwy Pańskiej: "Święć się imię swoje".

Ktoś, kto podpiera się autorytetem chrześcijanina, jako argumentem w sporze, mija się zupełnie z misją chrześcijańską. Ujawnia się jako ktoś, kto nie wierzy, kto używa wiary do swoich marnych celów i jako ktoś kto jest kompletnie zakłamany. Zanim więc użyjemy tego typu słów, zastanówmy się przez moment i przypomnijmy sobie jakże ważny tekst ewangelii. Czy naprawdę warto podważać Sacrum?

wtorek, 18 grudnia 2007

Drugi policzek

W czasie Kazania na Górze, opisanego w Ewangelii wg św. Mateusza, Jezus mówi:

Jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi.

Niewątpliwie przykazanie to budzi w nas sprzeciw. Przecież honor nakazuje nam bronić się, oddać, a przynajmniej unikać następnego ciosu. Myślimy w ten sposób gdy nie znamy historycznego kontekstu. Warto zwrócić uwagę, że wyraźnie napisane jest, że jeśli ktoś Cię uderzy w PRAWY policzek, nadstaw mu drugi. Większość ludzi jest praworęcznych, więc uderzenie w prawy policzek wykonane musi zostać tyłem dłoni. W czasach gdy Jezus nauczał, tyłem dłoni uderzało się niewolnika, jako kogoś gorszego, kogoś z kim nie stawało się jak równy z równym. Gdy Jezus karze nadstawić drugi policzek, każe nadstawić policzek lewy, aby uderzenie nastąpiło otwartą ręką. Aby ten drugi uderzył Cię, ale już jako równego sobie.

Jest tu schowana bardzo cenna wskazówka. Gdy przyjdzie Ci walczyć z kimś na niższym poziomie, nie schodź do jego poziomu, bo pokona Cię doświadczeniem. Lepiej każ temu komuś wejść na Twój poziom. Może wtedy zrozumie, że jego uderzenie było bez sensu.

Drugą cenną rzeczą jaką można wyciągnąć z tego krótkiego zdania jest konieczność obrony honoru. Honorowo nadstawiamy LEWY policzek, aby drugi uderzył Cię bez poniżania. Ostatnio dość często mamy do czynienia z nadużywaniem pojęcia honoru. Czym jest honor? Czy jest to umiejętność stawania na przekór innym? Czy jest to forsowanie swoich racji nie zważając na racje innych stron? Czy postępując zawsze po swojemu, nie zważając na nic innego jesteśmy honorowi?

O wiele bardziej honorowo postępujemy, gdy uwzględniamy inne racje i gdy próbujemy szukać rozwiązania nawet najtrudniejszych problemów, często rezygnując lub ustępując. Honorowi jesteśmy gdy inne strony traktują nas jak partnera, a nie jako przeszkodę. Próbujmy rozmawiać, a dzięki temu wzmacniać swoją pozycję, a nie stawiając partnerów w sytuacjach bez wyjścia. Skoro wymagamy szacunku, szanujmy innych. Pamiętajmy, że człowiek tym różni się od zwierząt, że potrafi zrozumieć, że drugi jest takim samym człowiekiem, a zatem również ma honor.

Na koniec przytoczę słowa ministra spraw zagranicznych II RP, Józefa Becka, uzasadniające odmowę przyjęcia kuriozalnego ulimatum Rzeszy, które postawił nam Joachim von Ribbentrop:


Jest jedyna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna: tą rzeczą jest Honor.


Nie pozwólmy więc szargać naszego honoru. Zachowujmy się tak, aby inni nie byli przymuszeni do traktowania nas z honorem, ale aby byli przekonani, że swój honor mamy.

poniedziałek, 10 grudnia 2007

Zgubiona drachma

Kilka tygodniu (może już miesięcy) temu usłyszałem kazanie z ust dominikanina o. Adama Szustaka. Chciałem przytoczyć, to co zapamiętałem z tego kazania, gdyż uważam, że myśl, którą prezentuje zakonnik jest niezwykłego rodzaju metaforą opisującą porządek świata. Kazanie to dotyczyło następującego fragmentu ewangelii wg św. Łukasza.


15 1 Zbliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. 2 Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie. Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. 3 Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: 4 Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? 5 A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona 6 i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła. 7 Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. 8 Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata z domu i nie szuka staranne, aż ją znajdzie. 9 A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam. 10 Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca. 11 Powiedział też: Pewien człowiek miał dwóch synów. 12 Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. 13 Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. 14 A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. 15 Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. 16 Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. 17 Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. 18 Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; 19 już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. 20 Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. 21 A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. 22 Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. 23 Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, 24 ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić. 25 Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. 26 Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. 27 Ten mu rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. 28 Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. 29 Lecz on odpowiedzał ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. 30 Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. 31 Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. 32 A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął a odnalazł się.


W dość oryginalny sposób na początku zinterpretowana została druga przypowieść. Drachma to moneta, na której wyrzeźbiona jest twarz jej posiadacza. Kobieta miała dziesięć drachm i zgubiła jedną. Dziewięć pozostałych drachm to dziewięć zastępów anielskich. Dziesiąta (zgubiona) drachma to człowiek, jako dopełnienie stworzenia. Człowiek, który został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Ale jest to człowiek, który się gdzieś zgubił, zbłądził. Bóg postanawia szukać człowieka i wymiata wszystko z domu. Zaprowadza nowy porządek, żeby człowieka znaleźć.

Jak wygląda ten nowy porządek? Obrazują to pozostałe przypowieści. Pasterz, który szuka jednej owcy, pozostawia na stracenie wszystkie pozostałe. No i ojciec, który dla syna marnotrawnego, który powrócił wystawia ucztę, niejako krzywdząc (czy naprawdę?) syna wiernego. Nowy porządek zaprowadzony przez Boga, w celu znalezienia człowieka, stawia dotychczasowy świat do góry nogami i wysyła na śmierć swojego Syna, aby Ten poprzez krzyż przynióśł go do Domu na swoich ramionach.

Dajmy się znaleźć, bo Bóg cały czas szuka. Nieważne jak błądzimy, On nas będzie szukał, aż nas znajdzie! I wystawi przyjęcie z radości, gdy Mu się to uda.